Noszę i dbam – o siebie!

Jak prawidłowo nosić malucha? O pozycji dziecka zostało powiedziane już chyba wszystko… Ale czy noszenie to tylko kwestia ułożenia dziecka w chuście czy nosidle? Jest przecież jeszcze osoba, która niesie ten słodki ciężarek. Ty.  Ten tekst powstawał długo, a wciąż nie jestem pewna, czy ujęłam wszystko. Rozmawiam z Wami na co dzień w gabinecie. Poruszamy kobiece sprawy zdrowia i dobrego samopoczucia. Pracujemy z ciałem, aby było dla Was dobrym miejscem, wygodnym, miękkim, bez napięć. Jako matki przechodzimy tę samą drogę: ciąża, poród i regeneracja po. Nie zawsze jest to błysk, o wiele częściej miesiące pracy nad tym, aby wrócić do względnej normy. Kobiety często swoje zdrowie oraz inne sprawy stawiają na ostatnim miejscu, czasem tylko dzięki nim kręci się wiele rodzinnych spraw. Z pustego się nie naleje, dlatego ten tekst jest o Was i dla Was, Mamy, Kobiety, Koleżanki. Dlaczego? Ponieważ…

Mama też jest ważna, spróbujmy patrzeć na noszenie, jak na sprawę dwojga: mamy i dziecka.

Czy dbasz o mięśnie dna miednicy oraz inne mięśnie głębokie i swoją postawę podczas noszenia i poza nim?

Skutki przeciążenia noszeniem można odczuwać długo po wyjęciu dziecka z nosidła czy rozwiązaniu chusty. Co więcej, nie każda kobieta może bezpiecznie nosić i być aktywną z dzieckiem w chuście. Czy to też dotyczy Ciebie?

babywearing-m-position---1

Czy ciało by chciało?

Już w pierwszych dniach po urodzeniu możemy zamotać nasze maleństwo i cieszyć się z uroków bliskości, dając mu maksimum miłości i bezpieczeństwa. Co innego mogą mieć do powiedzenia nasze mięśnie dna miednicy, brzucha i kręgosłupa…

Po porodzie drogami natury tkanki dna miednicy mogą być osłabione: rozciągnięte, poddane trudom parcia czy interwencyjnych procedur medycznych, a nawet mieć uszkodzoną strukturę. Po cesarskim cięciu musi zregenerować się wiele warstw tkanek, a świeża rana jest tkliwa i wymaga odciążenia, by prawidłowo się goić. Ściana brzucha, która w ciąży z tygodnia na tydzień była coraz bardziej naprężona, również ulegała zmianom strukturalnym i funkcjonalnym. Kresa biała w ciąży w ostatnich tygodniach ulega rozluźnieniu, a tym samym wydłuża się i poszerza pozwalając jamie brzusznej na zmieszczenie coraz większej macicy (i coraz większego dziecka!). Jest to genialny sposób naszego ciała na adaptację w tym procesie, jakim jest ciąża, a później odwrotnie – powrót do pełnej funkcji i możliwie najlepszej struktury po porodzie.

pelvic-floor-dysfunction

Przy osłabionym dnie miednicy (po prawej) narządy tracą podparcie z mięśni oraz więzadeł, często przemieszczając się i obniżając, co utrudnia im fizjologiczne funkcje (np. pęcherz moczowy).

Wszystkie te zmiany zachodzą na przestrzeni dziewięciu miesięcy, co jest dość krótkim czasem, jeśli pomyślimy, ile dobrej jakościowo tkanki produkuje nasze ciało (mięśniowej, nerwowej, naczyniowej, płynów – tak, to i łożysko, i ciało dziecka, i nasz rozbudowany system naczyniowy)! Z punktu widzenia funkcji naszego kręgosłupa, dna miednicy oraz ściany brzucha sześć tygodni po porodzie to zdecydowanie krótki czas na powrót do pełnej formy. Czas zmian podczas ciąży może wymagać podobnej ilości miesięcy po niej na odbudowę struktury i funkcji tkanek – pozwólmy sobie na wydłużenie połogu (czasu regeneracji) do 9-12 miesięcy. Jeśli uwzględnimy laktację, która również mocno mobilizuje organizm kobiety, oraz zmiany hormonalne z nią związane, wiemy, że w kilka tygodni po porodzie nie będzie tak samo jak przed ciążą. Tkanki po porodzie są rozluźnione, mają inne napięcie spoczynkowe, a to przekłada się na postawę mamy. Przyjrzyjmy się jej – będzie to punkt wyjścia do prawidłowego noszenia!

Webp.net-gifmaker (1)

Praca przepony i dna miednicy w kolejnych trymestrach ciąży.

Chwilę po porodzie kręgosłup mamy posiada jeszcze pogłębione krzywizny – to piękne „S” znane z grafik szkół rodzenia i podobnych miejsc dedykowanych mamom. Nieaktywne przez kilka miesięcy mięśnie ściany brzucha nie wracają od razy do pełnego napięcia, stąd brakuje aktywnego wsparcia dla kręgosłupa. Mimo, że w ciąży były mocno wydłużone, to powiększona macica wypełniająca jamę brzuszną też zwiększała w niej ciśnienie, co mimo wszystko dawało pewne wsparcie dla postawy.

Pierwszym prostym sposobem będzie utrzymanie prawidłowej postawy i ergonomia na co dzień. Nie tylko w pozycji stojącej. Zwłaszcza, kiedy ciało mamy jest szczególnie obciążone: przy noszeniu malucha oraz podczas długiego karmienia.

 

Regeneracja to proces

Ciało kobiety po porodzie potrzebuje wielu miesięcy (a według pewnych publikacji do roku), żeby powrócić do formy sprzed ciąży. Jak już wspomniałam, z punktu widzenia funkcji nie tylko układu mięśniowo-szkieletowego sześć tygodni połogu to czas, w jakim obkurcza się macica, ale zdecydowanie za mało na pełny powrót do siebie.

Problemy, które najczęściej dotyczą młodych mam po porodzie:

  • rozejście mięśnia prostego brzucha
  • obniżenie przedniej ściany pochwy
  • blizna krocza lub po cięciu cesarskim wymagająca mobilizacji
  • zespoły bólowe kręgosłupa i miednicy wynikające z nieprawidłowej postawy i nawyków

To wszystko są sytuacje, kiedy dobrymi ćwiczeniami i pracą manualną można przywrócić ciału dobrostan. Można nosić malucha w chuście, ale należy dbać również o siebie.

Sytuacje, kiedy unikamy noszenia to:

  • opadanie ścian pochwy wyższego stopnia
  • opadanie macicy
  • wysiłkowe nietrzymanie moczu (zwłaszcza II i III stopnia)
  • problemy z narządami jamy brzusznej
  • dyskopatie i ostre zespoły bólowe kręgosłupa

 

Co robić, kiedy nic nie można?

Wycisz ból. Popraw funkcję. Odwiedź fizjoterapeutę, zacznij świadomie ćwiczyć.

Każda z powyższych dysfunkcji wymaga leczenia i rehabilitacji. Powoli do przodu, będzie coraz łatwiej. Wrócisz. Do siebie, swoich ulubionych aktywności (a może zaczniesz zupełnie inne?), może i do noszenia.

Na początek: poczuj swoje ciało, popraw postawę, rusz przeponą.

 

ZADANIE DLA CIEBIE – POSTAWA:

Stań ze stopami ułożonymi stabilnie na podłożu, na szerokość bioder. Ugnij lekko kolana. Kołysz miednicą do przodu i to tyłu (jakbyś chciała wylać z niej wodę) i znajdź położenie pomiędzy tymi pozycjami – to Twoja pozycja neutralna miednicy. Teraz rozluźnij ramiona, nie ściągaj łopatek, nie wciągaj brzucha – nie stosuj tych strategii, żeby trzymać się prosto, przeciążają mięśnie i stawy, tworzą nieprawidłowe napięcie. Za to wydłuż kręgosłup, jakbyś chciała sięgnąć czubkiem głowy wyżej, lekko wciśnij brodę w szyję (jakbyś miała drugi podbródek – spokojnie, nic takiego nie zostanie!). Wyrównaj pozycję klatki piersiowej – może jest przesunięta w lewo lub w prawo, bo nosisz starsze dziecko na biodrze? Z zamkniętymi oczami łatwiej będzie Ci to poczuć. Później spróbuj przed lustrem. Staraj się poprawiać, kiedy tylko Ci się przypomni. Dobra postawa jest ekonomiczna dla ciała. Pamiętaj o miękkim brzuchu. Nie wciągaj go.

ZADANIE DLA CIEBIE – ODDECH:

Weź wdech do dolnych żeber, przepona wtedy obniża się i poszerza. Wdech powinien być taki, żeby nie wzrastało ciśnienie w jamie brzusznej – czyli brzuch nie wypychał się do przodu. Klatka piersiowa zwiększy swoją objętość na boki, do przodu i do góry. Z wydechem spróbuj nie tłoczyć w dól, do jamy brzusznej, ale zassać dno miednicy i skierować wydech „z dołu do góry”. Poczujesz, jak aktywuje się cała ściana brzucha, a klatka piersiowa zmniejszy się.

Dobry oddech gwarantuje wszystko: prawidłowe napięcie mięśni, dobre ciśnienie w jamach ciała, właściwą pracę mięśni dna miednicy… długo by wymieniać! Zaczynamy od ułożenia ciała w przestrzeni i wzorca oddechowego. Z taką bazą możesz robić wszystko, a bez tego każda praca (manualna, trening) nie pozostawią efektu na długo.

non-pregnant-core

Praca przepony i dna miednicy z wdechem i wydechem

 

Pierwsze motanie

Odwiedziła cię doradczyni noszenia, a może bezbłędnie motasz, bo to już kolejny „wkładzik” w Twoim życiorysie? Twój maluch ułożony jest ergonomicznie, nikt nie ma zastrzeżeń do wiązania, a sama jesteś na tyle z niego zadowolona, że uwieczniasz to na zdjęciu i dzielisz się z innymi mamami na grupie chustowej. Przygoda się zaczęła! A Ty? Jesteś przygotowana? Na zdjęciu tego nie widać, ale należy zadać sobie kilka pytań:

  • czy mam dyskomfort w dole miednicy?
  • uczucie ciężkości w pochwie?
  • ucisk na brzuch?
  • czy boli mnie kręgosłup?

Te wszystkie informacje świadczą o osłabieniu mięśni, ale i często nieprawidłowej postawie. I zdarza się to bardzo często po porodzie. Pytasz swoje koleżanki, dzielisz wątpliwościami z doradcą noszenia, a może nawet udajesz do fizjoterapeuty. Bardzo dobrze!

Noworodek, a później mały niemowlak, ważą niewiele, a najczęściej polecane wiązania dla nich na początek to kieszonka lub kangur. W takim motaniu dziecko jest raczej wysoko na klatce piersiowej mamy (lub taty), rzadko opiera się swoim brzuchem o brzuch rodzica. W takim wiązaniu i przy tak małym dziecku nie ma bezpośredniego ucisku na ścianę brzucha i zwiększonego ciśnienia na dno miednicy, ale… najważniejsza jest postawa noszącego! Unikamy odchylania się do tyłu lub zaokrąglania pleców, zginania się – takie ustawienie kręgosłupa powoduje zwiększenie nacisku na dno miednicy o 30%.

 

492963605adc2208dd7b8762af1f4d5b
Praca przepony, dna miednicy oraz organów podczas oddechu.

 

ZADANIE DLA CIEBIE

Kołysz miednicą do przodu i do tyłu w pozycji stojącej (z lekko ugiętymi kolanami) albo na leżąco (kolana ugięte, stopy podparte na podłożu). Wyobraź sobie, że robisz ruch, jakbyś wylewała wodę z miednicy. Powoli wyciszaj kołysanie, szukając pozycji pośredniej między tymi wychyleniami. To Twoja pozycja neutralna kręgosłupa i miednicy. Spróbuj w niej aktywować dno miednicy. Z wydechem „zasysasz” mięśnie dna miednicy – jakbyś wciągała nitkę spaghetti przez pochwę. Na wdechu rozluźniasz te mięśnie, ale pamiętaj, żeby ich nie wypierać. Powtórz 5-6 razy taki skurcz, a później zrób 30-60 sekund. To zwykłe aktywacje, nie traktuj tego jako dedykowanego treningu mięśni dna miednicy. Spróbuj teraz wykonać 10 szybkich skurczy, jakbyś „skubała trawkę” pochwą. Szybki skurcz- szybkie rozluźnienie. Jakkolwiek zabawnie brzmią te wizualizacje, mają Ci pomóc w utrzymaniu odpowiedniego tempa skurczy. Po każdym szybkim skurczu musisz całkowicie rozluźnić mięśnie. Jeśli tego nie zrobisz, poczujesz, że po kilku skurczach nie jesteś w stanie napiąć mięśni mocniej. Aktywacja mięśni dna miednicy poprawia ich ukrwienie, napięcie, nawilżenie pochwy, czucie (i gwarantuje więcej miłych doznań podczas seksu!). Daje Ci lepsze poczucie własnego ciała. Jednak przede wszystkim wspiera również Twój kręgosłup i postawę oraz wyraźnie odciąża w czasie noszenia – spróbuj włączyć świadomie te mięśnie, kiedy podnosisz dziecko.

Małe dziecko, mały problem – mówią niektórzy… Z każdym kilogramem malucha nosząc go z przodu odczuwamy większy nacisk na jamę brzuszną i dno miednicy. Powyżej 6.5 – 7 kg większość dzieci noszonych przodem będzie dawało mamie wyraźnie to odczuć. Co wtedy? Dla dobra mamy, najlepiej zacząć motać dziecko na plecach. Jest o wiele więcej wiązań, które przyniosą wyraźne odciążanie dla jamy brzusznej i miednicy mamy, ale można zacząć od plecaka prostego. Jeśli maluch siedzi – możemy zamiast chusty korzystać z nosidła, które wielu noszącym ułatwia zadanie. Dobrze dobrane nosidło nie tylko wspiera pozycję dziecka, ale powinno być dla nas wygodne, jak dopasowany plecak.

590b1cbcdd8f9f4cf3dd89ef432eb36b

Noszenie w pierwszym roku życia – dziecko w wiązaniach z przodu jest oparte coraz niżej na ścianie brzucha mamy

 

Co najlepiej odciąża? Kilka sposobów podczas noszenia

Na plecach możemy spokojnie nosić większe dzieci, czasem na szlaku nawet trzylatek potrzebuje wsparcia i ramion czy pleców mamy. A to już dobre kilkanaście kilogramów. W tej sytuacji spójrzmy na nosidło jak na plecak, który musi być bardzo wytrzymały. W konstrukcji plecaka głównym odciążeniem jest szeroki, regulowany pas biodrowy oraz szerokie szelki. Nosidło powinno być równie wygodne. Pas nosidła zapinany na brzuchu uciska dodatkowo na narządy i spycha je w dół miednicy, dlatego dopasowujemy nosidło tak, aby móc zapinać pas na kościach biodrowych. Dociągnięte paski na ramionach pozwalają na takie ułożenie dziecka na naszych plecach, że i jemu jest wygodnie, a i nam lżej się niesie.

To nie wszystko. Ważny jest też czas noszenia. Zarówno maluch, jak i mama, nie są w stanie spędzić kilku godzin w takim dociążeniu. Nie ma badań, które podają uniwersalny bezpieczny czas noszenia, gdy mamy tyle zmiennych, jak forma mamy, wiek dziecka itd., natomiast kierujmy się tutaj sygnałami z naszego ciała i potrzebą dziecka. Dla dobra obu stron niech będą to maksymalnie dwie godziny w jednym ciągu, a jeśli mamy możliwość, to zróbmy przerwę wcześniej. Długie noszenie dla regenerującej się po porodzie mamy nie będzie korzystne, ale maluch potrzebuje noszenia i zdecydowanie lepiej robić to symetrycznie, w chuście, później nosidle, niż na jednym ramieniu czy biodrze. W przerwie między noszeniami daj odpocząć kręgosłupowi.

ZADANIE DLA CIEBIE:

Jeśli jesteś w terenie, oprzyj dłonie na pniu drzewa, układając tułów w taki sposób, że będzie równolegle do podłoża. Cała sylwetka będzie wyglądać jak odwrócona litera L. Rozluźnij brzuch, pokołysz miednicą, puść luźno mięśnie szyi, poczuj ciężar głowy, wydłuż kręgosłup. Z wdechem staraj się wydłużać kręgosłup, a z wydechem rozluźniaj cały tułów, jakby miał opaść w stronę podłoża. To ćwiczenie odciąży kręgosłup i dno miednicy, jest obowiązkowe po długim spacerze w nosidle, pomoże skompresowanym krążkom międzykręgowym. Uwaga! Tego ćwiczenia nie rób z dzieckiem w chuście/nosidle na sobie!

 

Co poza tym?

🌸 Ciało potrzebuje ruchu! Odżywczego, swobodnego ruchu. Naturalnego, regularnego.

🌸 Spróbuj codziennie rano się przeciągać, jeszcze na leżąco, później, kiedy wstaniesz.

🌸 Pilnuj wstawania przez bok i kładzenia się w ten sam sposób – odciążasz w ten sposób swój kręgosłup i dno miednicy!

🌸 Podnoś przez kucanie lub przyklęk (nie przez skłon).

🌸 Idź codziennie na spacer (najlepiej pod górkę!).

🌸 Gimnastyka w domu? Tak!

🌸 Baw się ruchem – także z dziećmi!

Wiem, że trudno znaleźć czas tylko dla siebie, kiedy dzieci zdaje się, że zabierają całą przestrzeń i uwagę, ale… matki realizują często swoje potrzeby w tzw. „międzyczasie”. To ten czas pomiędzy karmieniem, a zmianą pieluchy, między tuleniem, a karmieniem zupką. Nie ma go wiele, ale można dobrze wykorzystać. Na kilka przysiadów, rozciąganie, rolowanie, jogę, kilka spokojnych oddechów. Spacer z dzieckiem, wspólne wyjście na plac zabaw, siłownia w terenie, kiedy maluch śpi w wózku to wiele okazji, kiedy możesz zażyć dobrego ruchu i poprawić napięcie całego ciała. Nie trzeba chodzić na treningi. Wystarczy mieć dobre nawyki na co dzień i dawać sobie dawkę delikatnego, zdrowego ruchu, odżywiającego stawy, poprawiającego ukrwienie i napięcie tkanek miękkich. Zapomnieliśmy po drodze, że jesteśmy do tego stworzeni!

Różnorodne, kreatywne ruchy – to lubi nasze ciało!

Nie ignoruj symptomów bólu czy dyskomfortu zbyt długo. Zmiany funkcjonalne mogą po pewnym czasie zmienić strukturę. Długotrwałe napięcie zmienia każdą tkankę, pogarsza ukrwienie, powoduje stany zapalne, które sklejają warstwy tkanek… Często kobiety długo zwlekają zanim pojawią się u fizjoterapeuty, pracy jest wtedy o wiele więcej, bo musimy wyrównać też kompensacje.

Jeszcze raz podbuduję wszystkie młode mamy: nie musicie intensywnie trenować. Działajcie w zgodzie z fizjologią. Kilka dobrych nawyków potrafi zmienić Wasz komfort i zapobiec bólowi kręgosłupa oraz dysfunkcjom dna miednicy. Nie musicie wierzyć na słowo. Spróbujcie.

 

btr

 

 

 

 

.

 

Noszę, bo kocham!

Ilu rodziców zarzeka się, że jak tylko maluch podrośnie zaczną razem jeździć w góry? Trzeba chwilę poczekać, cztery, może pięć lat… Rodzice wrócą do dawnej pasji, a mały człowiek zobaczy świat ich oczami. Tylko te kilka lat… Nieprawda! Wcale nie trzeba tyle czekać! Małe dziecko w górach, dzielące z nami wzniosłe przeżycie obcowania z przestrzenią, widokami, naturą, zapachem lasu i wiatru… Dlaczego nie! Jak więc to zrobić?

Noszeniaki

Wyobraźmy sobie, że maluch podróżuje z nami w każde miejsce, blisko i naturalnie przy nas. Nie ogranicza nas jego wiek i możliwości samodzielnego przemieszczania się. Jest zawsze przy nas, więc nie musimy martwić się, że czegoś mu brakuje. Czy zabieranie dziecka w góry od pierwszych miesięcy życia to fanaberia rodziców? A może przeciwnie, to zupełnie oczywiste, że dziecko jest tam, gdzie najważniejsze dla niego osoby?

Jedna z teorii antropologicznych mówi, że my, ludzie, jedne ze ssaków, jesteśmy noszeniakami, czyli jesteśmy stworzone do bycia przenoszonymi na ciele rodziców. Zupełnie jak u małp. Kiedyś małe plemiona ludzkie albo większe rodziny przemieszczały się w poszukiwaniu nowych miejsc do polowań, zbiorów drobnych owoców, większych siedlisk. Życie było drogą. Dzieci rodziły się, płynnie wtapiając się w wielką nomadyczną rodzinę. Oczywiście, nie było wózków, a potomstwo przecież należało jakoś przenieść i nie zagubić po drodze! Teoria ta tłumaczy istnienie u małych dzieci przetrwałych odruchów chwytnych dłoni i stóp – zauważmy, że dzieci po narodzinach silnie zaciskają pięści i stopy, nawet lekko dotknięte we wnętrzu dłoni lub na podeszwie stopy. Odruch ten, jak wyjaśnia teoria o noszeniakach, jest spuścizną po dawnych czasach, kiedy dzieci wczepiały się dłońmi i stopami w owłosienie na ciele matki lub jej ubranie. Również kształt kobiecych bioder to efekt ewolucji – mają nie tylko walor estetyczny, ale przede wszystkim praktyczny: rodzenie dzieci, a później właśnie noszenie ich na biodrze, zwłaszcza tych starszych. Intrygująca teoria o noszeniakach wyjaśnia jeszcze jeden fenomen: dziecięcy krzyk. Ten sposób komunikacji to odruch obronny, a przede wszystkim zabezpieczenie przed porzuceniem. Przecież nikt nie zwróciłby uwagi na śmiejące się dziecko, a płaczące nikogo nie pozostawi obojętnym… Zostawmy teraz odległe czasy, kiedy od noszenia zależało przetrwanie i przenieśmy się do teraz.

Miś polarny w Tatrach

Trzymiesięczny miś polarny w Tatrach – 2016 rok

Cały świat nosi

Nepal, Indie oraz inne kraje Azji, Ameryka Południowa, Afryka… Mamy przed oczami obrazki kobiet z dziećmi w chustach, zapasanych przez ramię i biodro, na plecach, na brzuchu, towarzyszących im we wszystkich aktywnościach – w pracy, w czasie spędzanym z innymi członkami społeczności. Małe buźki wychylające się spod pazuchy, zza ramienia, przytulone do pleców albo brzucha mamy. Noszenie posiada jeszcze jeden fenomen. Dzieci noszone nie płaczą albo płaczą zdecydowanie mniej. Oczywiście, nosić może każdy! Nie determinuje tego płeć. Bliskość rodzica, bicia jego serca, ciepła jego ciała, oddechu, zapachu i natychmiastowa reakcja na potrzeby malucha sprawiają, że dziecko nie musi uruchamiać najgłośniejszego alarmu, a rodzic niemal intuicyjnie odpowiada na potrzeby dziecka – nawet je wyprzedza! Noszenie koi ból, uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa, a sam dotyk ciało do ciała jest dla dziecka ogromnym wyrazem miłości (dla dorosłych też – choć my zdecydowanie za mało się przytulamy!). Czy istnieje lepszy i bezpieczniejszy sposób poznawania świata przez dziecko w tych pierwszych miesiącach życia?

Jak nosić dobrze? Chusty, nosidła i…

Nosimy i my, ludzie zachodu, sukcesu, wielu pasji i z nieustannym głodem przeżyć i aktywności, wybierający model rodzicielstwa bliskości. Już kilkudniowe dziecko można zamotać w chustę i w zależności od pogody, odpowiednio zabezpieczone przed chłodem, zabrać na spacer na łonie natury. Później, im starsze, a jego organizm bardziej stabilny i odporny na zmienne warunki, odkrywają się opcje dłuższych przechadzek i krótkich wycieczek, również w góry. Pierwszą zasadą prawidłowego noszenia jest dobranie odpowiedniego sposobu.

Dla dzieci, które jeszcze nie siedzą samodzielnie, będzie to tylko i wyłącznie chusta – w tym przypadku dla większości dzieci do 7-8 miesiąca życia. Nie dajmy się zwieść reklamom nosideł od pierwszych dni życia – noworodek nigdy nie będzie miał w nich takiej stabilizacji i poprawnej pozycji, jak w dobrze dociągniętej chuście. Możemy dziecku bardzo zaszkodzić stosując nosidło, kiedy jego układ ruchu, a zwłaszcza kręgosłup, nie jest jeszcze gotowy do obciążenia, jakim jest trzymanie prostej postawy. W ten sposób można zafundować dziecku problemy z postawą w kolejnych latach życia. Od pierwszych dni życia mamy kilka dostępnych bezpiecznych wiązań, takich jak kangur czy kieszonka. Wiązania chusty najlepiej nauczyć się od certyfikowanego doradcy noszenia, nie oszczędzać na takiej konsultacji, a pozyskana wiedza zaprocentuje, dając nam narzędzie do wypraw z dzieckiem. Doradca pomoże także dobrać chustę odpowiadającą naszym potrzebom – niekoniecznie trzeba zaczynać od tzw. pasiaka! Większość dzieci może być motana bez żadnych przeciwwskazań. Tylko w nielicznych przypadkach, np. znacznej asymetrii albo niewyrównanego napięcia mięśniowego u niemowlęcia, po konsultacji z fizjoterapeutą dziecięcym, może się okazać, że noszenie w danym momencie nie jest dla naszego malucha. To dziecko ustala, jak długo chce być noszone w chuście! Może się okazać, że nawet dwulatkowi będzie to odpowiadało, a z drugiej strony ekspansywny sześciomiesięczny niemowlak może powiedzieć nie – wtedy sytuację może uratować nosidło ergonomiczne. Chusta ma jeszcze jeden plus – może posłużyć jako kocyk podczas przerwy w wycieczce.

Chusta (12.2016) vs nosidło ergonomiczne (04.2017)

Nosidło ergonomiczne, czyli takie o szerokim tkaninowym panelu, dające odpowiednie podparcie zgiętym w stawach kolanowych i biodrowych nóżkom dziecka, to opcja dla dzieci, które już samodzielnie usiadły. Jest to o wiele szybsze rozwiązanie niż wiązanie chusty, ale musimy poczekać do czasu, kiedy dziecko będzie gotowe. Ergonomiczne oznacza, że pozycja dziecka w takim nosidle nie szkodzi jego postawie i rozwijającemu się układowi ruchu. Jeśli spojrzymy na nogi dziecka z tyłu, oba kolana i miednica będą w jednej linii, przypominające żabkę – bez obaw, ta pozycja jest dla dziecka prawidłowa. Dobrze, żeby kolana były trochę podkurczone, tak, że kręgosłup nie jest przeprostowany, a lekko zaokrąglony – u starszych dzieci oczywiście będzie trudniej uzyskać taką pozycję – ale nie martwy się, dziecko jest już na tyle aktywne i silne posturalnie, że nie jest to problemem. W nosidle ergonomiczny możemy ponieść spokojnie trzylatka – nosidła takie są szyte w kilku rozmiarach – baby, standard, toddler – różnią się szerokością panelu z tkaniny. Na rynku funkcjonuje wiele firm, które szyją takie nosidła z bawełny lub nawet z chust. Tu również warto dopytać doradcę, które będzie najbardziej odpowiednie dla naszego dziecka. Nosidło ergonomiczne jest bardzo lubiane przez mężczyzn – dużo szybsze w obsłudze niż chusta. Na koniec najważniejsza informacja – dziecko jest noszone zawsze przodem do naszego ciała! Może nosić dziecko zarówno na plecach, jak i na brzuchu, czyli z tyłu albo z przodu, ale maluch będzie zawsze brzuchem do naszego ciała, a plecami do świata. Zawsze! W każdym innym przypadku, kiedy dziecko jest noszone przodem do świata, znajduje się w wisiadle.

„Wisiadło” vs nosidło – jak układają się biodra dziecka? Po prawej pozycja prawidłowa

Wisiadła to niestety tak fatalne, jak i popularne rozwiązanie… Posiadają zazwyczaj bardzo wąski panel, który umożliwia noszenie przodem i tyłem do świata. Nawet, jeżeli dziecko jest noszone w takim wisiadle tyłem do świata, a przodem do rodzica, opiera się na zbyt wąskim pasie tkaniny spojeniem łonowym, obciążając całą obręcz biodrową i kręgosłup. Ten wąski panel może uciskać na nerwy, powodując zaburzenia czucia w okolicy krocza i nóg dziecka, o których nam dziecko nie powie, ale będzie na przykład płakało. To nieprawda, że dziecko musi widzieć świat ustawione do niego przodem. Dzieci są przebodźcowane, nie mogą się podeprzeć głową na klatce piersiowej rodzica i zasnąć, jednym słowem męczą się noszone w ten sposób! Wisiadła swoją wdzięczną nazwe uzyskały prawdopodobnie przez pozycję nóg i rąk dziecka – zwieszonych prosto w dół… Są też zazwyczaj tańsze niż nosidła ergonomiczne. Niestety, nawet pewna szanowana skandynawska firma posiada takie w swojej ofercie, wiele amerykańskich na rynku to również wisiadła. W tej kwestii ponownie odsyłam do fizjoterapeuty dziecięcego i doradcy noszenia.

Pozycja dziecka w dobrym nosidle daje mu o wiele większy komfort (po prawej) niż zbyt wąski panel w tzw. wisiadle.

Opcja dla najstarszych dzieci to nosidło turystyczne plecakowe, które może budzić jednak pewne kontrowersje ze względu na konstrukcję. Niestety często w nosidłach turystycznych siedzisko jest dość wąskie, nogi dziecka nie mają podparcia i zwisają w dół, a tułów nie ma bezpośredniego kontaktu z plecami rodzica, przez co dziecko nie jest stabilne i siedzi zwieszone. Na rynku jest wiele firm posiadających w swojej ofercie sprzętowej tego typu nosidła i można przymierzyć to najlepsze dla nas oraz… dokonać małego ulepszenia, aby dziecku było wygodniej. Zazwyczaj wystarczy poszerzyć siedzisko, czyli podparcie dla miednicy i tym samym kręgosłupa – przez włożenie zrolowanego ręcznika albo małego kocyka, dobrą opcją mogą być też strzemiączka na stopy dziecka – zawsze to jakieś podparcie. Mimo wszystko najlepiej pozostać przy nosidle ergonomicznym, które jest lekkie, miękkie, dopasowujące się do dziecka i utrzymujące jego biodra oraz kolana w tzw. pozycji żabki.

Nosimy w Beskidach i Tatrach… Miłość ❤

Gdzie jest haczyk?

Wiemy, w czym nosić, wiemy, jak nosić… Nasz maluch jest blisko, a my możemy razem z nim eksplorować świat. Nosidło czy chusta spiszą się w podróży i w górach. Małe, poręczne, uwalniające ręce rodzica. Rodzice, którzy noszą, chwalą się, że #nicminiewisi oraz #handsfreehugs. Jedynym problemem będzie termoregulacja u niemowląt. Jako, że ciało dziecka zbliżone jest kształtem do kuli, dziecko ma tendencje do przegrzewania się latem, stąd należy rozważyć plan wycieczki i jej pory, robiąc przerwy i unikając pełnego słońca – chusta grzeje, a spocone ciało rodzica również oddaje ciepło. Latem ubieramy dziecko lżej, natomiast jeśli chodzi o zimę, ręce oraz nogi dziecka, odsłonięte, mogą ulegać szybciej wychłodzeniu, są narażone na wiatr, mżawkę, mróz. Krążenie u dzieci oraz termoregulacja w kończynach są mniej sprawne niż u dorosłych – zawsze musimy brać to pod uwagę! Bardzo łatwo wychłodzić dziecko. Należy przemyśleć wycieczkę, aby pod żadnym pozorem nie doprowadzić do hipotermii. Pamiętajmy, że my, jako noszący, poruszamy się, mamy na sobie pewien ciężar – będzie nam cieplej niż śpiącemu dziecku. Najlepiej zastosować zewnętrzne okrycie na chustę czy nosidło – specjalną nakładkę, bluzę windstopper czy inną dla dwojga lub obszerną kurtkę na górę na nas i dziecko razem oraz bardzo ciepłe botki na stopy. Kontrolujmy temperaturę ciała dziecka, sprawdzając kondycję dłoni i stóp oraz oceniając, czy kark nie jest spocony. Zarówno przegrzanie, jak i wychłodzenie będą szkodliwe. Stosujemy przerwy w noszeniu – najlepiej minimum co dwie godziny. Deszcz nie jest przeciwwskazaniem – na rynku jest dostępnych wiele kombinezonów przeciwdeszczowych, obszernych kurtek z membraną dla mamy lub taty (niestety, wciąż mało tego typu ubrań dla dzieci do drugiego roku życia!) lub uniwersalnego tulisia od Mabibi – osłony od deszczu, wiatru i zimna na chustę czy nosidło. Wypady z maluchem są o wiele łatwiejsze dzięki takim rozwiązaniom!

Puchowe botki, tuliś od Mabibi i merynosik pod spód od Paterns – zestaw szturmowy! Testowany w Beskidach, ale i w Alpach i Norwegii. Niezawodny.

Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania!

Noszenie daje dużo radości i swobody. Otwiera nowe ścieżki. Daje siłę i odwagę rodzicom, by pokazywać dziecku świat nie ograniczając się do osiedlowych ścieżek. Zawsze kierujmy się komfortem dziecka – są lepsze i gorsze dni. Niech naszą motywacją będzie przyjemność z wycieczki, a nie chęć pokazania się. Zaprzyjaźnijmy się z noszeniem, a góry staną dla nas otworem – najpierw te niższe i doliny, a poźniej, kto wie? 🙂

Noszenie z widokami! Chamonix i Zermatt, czyli wakacje marzeń 🙂
Dolomity w najlepszym towarzystwie 🙂

* Artykuł ukazał się w Kwartalniku Tatry numerze 61 (3/2017).

tatry60_2

Niezbędnik podróżniczki cz. 1

Kiedy ruszasz w podróż poza strefę swojego komfortu, musisz być dobrze przygotowana. Tak dobrze, że wszystko, co Cię zaskoczy, przyjmiesz z co najwyżej uniesieniem brwi. W Niezbędniku podróżniczki cz. 2 poznasz listę moich pewniaków w podróży – sprawdzonych przez lata górskich wyjazdów i podczas startów w biegach górskich.

Wygodne rozwiązania, minimalizm, lekki sprzęt, rzeczy niezawodne.

Tylko jedna rzecz jest dla mnie nowością, bez której nie wyobrażam sobie już żadnego wyjazdu! Nie wiem, czemu tak późno na to wpadłam!

Merynosy! 

Kilka miesięcy temu znajoma pokazała mi naszą, polską markę Paterns. To było odkrycie roku! Wzory, kolory, wygodne kroje – dla całej rodziny. Każdy, kto spędził na wyjeździe dwa-trzy tygodnie w bieliźnie termicznej albo technicznych koszulkach, wie, jak ciało tęskni do miękkości naturalnych tkanin. Na górskie wyjazdy pod namiot zawsze zabierałam chociaż jedną bawełnianą bluzkę do spania, taki mały luksus. Problem tkwi jednak w tym, że zwykła bawełna szybko wilgotnieje, długo schnie, a i świeżość po jednym użyciu szybko ucieka… W warunkach tropikalnych taka koszulka przyklei się do ciała po kilku minutach… Czekał mnie wyjazd do Afryki, od gorących sawann po mroźne górskie regiony. Tak szeroka amplituda temperatur wymagała rozsądnego doboru ubrań.

Ubrania Paterns były brakującym ogniwem w moim optymalnym zestawie zabieranych na wyjazdy rzeczy. Lubię rzeczy uniwersalne, spełniające wiele funkcji.

Poszerzanie strefy komfortu?

Cztery główne argumenty przemawiające za inwestycją w ubrania z wełny merynosów to:

  1. Lekkie, oddychające tkaniny
  2. Niewielki rozmiar ubrań po złożeniu
  3. Szybkie schnięcie
  4. Brak przykrego zapachu nawet po dłuższym noszeniu (nie ma się z czego śmiać! pranie nie zawsze jest możliwe, a nie ma możliwości zabrania zmiany na każdy dzień)

Na przykład oversize’ową bluzkę, w której wyruszyłam z domu, miałam na sobie ponad dobę, aż do momentu przyjazdu do Moshi w Tanzanii. Nosiłam ją również przez kolejny dzień, ponieważ mimo upału, czułam się lepiej w długim rękawie (unikam ostrego słońca). Z wszystkich tkanin to wełna merino ma największe zdolności ochrony przed promieniami słonecznymi, taki naturalny filtr UV. Trzy dni w tej samej bluzce. Nie pomyślcie o mnie źle. To nie koniec! Po zejściu z Kilimanjaro i opuszczeniu terenu Parku Narodowego, miałam ją na sobie jeszcze przez ponad dobę, podczas podróży powrotnej. Na nocne loty preferuję wygodne i miękkie ubrania, znowu uratował mnie merynos. Pięć dni w tej samej bluzce. Brzmi źle? Po zdjęciu jej już w domu oczywiście poleciała do pralki…ale nie dlatego, że nieprzyjemnie pachniała. Była wciąż w porządku! Po zebraniu flory bakteryjnej z dwóch afrykańskich państw i we wszystkich możliwych środkach transportu musiało ją to spotkać.

rhdr

nor

Mój drugi mały luksus to sukienka. Nawet jadąc w góry biorę małą szmatkę, która pozwoli poczuć się kobieco po zrzuceniu ciężkich górskich butów. Nauczyłam się tego po przejściu szlaku GR20. Poznane na trasie piechurki były przygotowane na świętowanie sukcesu, jakim jest ukończenie tego najtrudniejszego szlaku trekkingowego w Europie. Przebrały się w sukienki i pełne wdzięku (tak! to daje kobiecie sukienka!) z wielkimi plecakami po ponad dwutygodniowym treku, mogły cieszyć się słońcem Korsyki. Ja miałam tylko szorty. Nie ma porównania, jeśli chodzi o komfort noszenia! Wreszcie brzuch nie jest ściśnięty paskami plecaka i kilku warstw ubrań, a uda otarte od szwów spodenek. Cieniuteńka sukienka z wełny merynosów w kolorowe wzory to mój typ na takie okazje. Po złożeniu nie zajmuje więcej miejsca niż para skarpetek. Ach, i nadaje się dla mam karmiących!

IMG-20190122-WA0003

Chwalę tylko to, co sprawdzone i mówię tylko o tym, w co wierzę. Merynosy podbiły moje serce! Jakość i funkcjonalność ma swoją cenę, ale kto spróbuje, nie pożałuje. Po wyprawie do Afryki utwierdziłam się w tym, że będę stopniowo uzupełniać swoją szafę o ubrania z wełną merino. Jeśli ktoś chce Wam zrobić prezent – podsunęłabym taki pomysł. Tak, stało się, jestem w gronie #merinofreaks !

nor

 

Zimny chów, czyli my się zimy nie boimy!

Zbliżają się najmroźniejsze dni tej zimy, a ja opowiem Wam jak  je przetrwać i nie będzie to opowieść o piciu kakao pod kocem z książką w ręce…

Wyobraźcie sobie, że Wasze dziecko spędza codziennie wiele godzin na świeżym powietrzu, jest nieustannie aktywne, a wieczorem słodko zasypia, budząc się o połowę rzadziej niż zawsze. Ba, przesypiając całą noc! Kilka dni temu wróciłam z Gają z Norwegii, gdzie dni beztrosko mijały nam włóczeniu się po pagórkach, fjordach i leśnych ścieżkach, w kilku czy nawet kilkunastostopniowym mrozie. Suche, czyste i mroźne powietrze, aktywność fizyczna i mnóstwo wrażeń usypiały malutką, dając też dobry sen mamie.

Jak przetrwać w takich mrozach przez kilka godzin? Przed nami jeszcze kilka weekendów zimy, w górach śnieg będzie do kwietnia, a może maja, tym samym kilka naszych sposobów może się przydać niektórym z Was.

Komfort termiczny dziecka to główny czynnik warunkujący przyjemne spędzanie czasu na zewnątrz. O ile trzylatka można już ubrać w sklepie z odzieżą outdoor’ową, o tyle młodsze dziecko ma dużo mniejszy wybór ubrań o odpowiednich parametrach technicznych, chroniących przez wiatrem, wodą i zimnem. Norweskie dzieci mają dostęp do ubrań z ciepłej wełny merynosa, które kosztują majątek, ale dają im sporo ciepła, a w wózkach zamiast klasycznych śpiworków, leży barania skórka. Śpią słodko przed kawiarnią, podczas gdy rodzice piją w środku kawę. Tak się buduje pogodoodporność.

Przygotowując się na samodzielny wyjazd z Małą na Koło Podbiegunowe, uważnie skompletowałam zestaw ubrań dla niej, wiedząc, że to połowa sukcesu naszej wspólnej wyprawy (druga połowa to dobry nastrój Gai).

Nasz zestaw na mały i średni mróz (-1 do -10):

spód:

  • rajstopy
  • body z długim rękawem
  • cienkie spodnie
  • bluza
  • ciepłe skarpetki

góra:

  • ciepły kombinezon (niekoniecznie puchowy, ale na pewno gruby syntetyczny i wodoodporny)
  • cienki komin bawełniany lub techniczny
  • czapka wełniana na górę
  • na szyję chusta typu buff (osłoni w razie czego usta)
  • ciepłe rękawiczki z jednym palcem (warto mieć takie z długim mankiem, żeby dziecko nie zgubiło podczas zabawy)
  • buty typu śniegowce, nieprzemakalne (dzieci chodzące)
  • ocieplacze na stopy a’la botki puchowe (do spania, do nosidła, dla dzieci niechodzących)
  • gogle – chronią przed wiatrem i słońcem, ocieplają też część twarzy

1518700842164

Zestaw na duży mróz (-15 do -20):

jak wyżej, ale dodajemy:

  • jeśli dziecko będzie wyeksponowane długo na zimno lub wiemy, że będzie przebywało w bardzo niskich temperaturach, warto rozważyć puchowy kombinezon, zdecydowanie poprawia komfort dziecka i uspakaja rodzica
  • polarowy kombinezon na zestaw spodni odzieży (można za to zrezygnować z bluzy)
  • dodatkowe cienkie rękawiczki pod grube łapawice
  • na głowę czapko-komino-maska, chroniąca dziecko przed wiatrem, mroźnym powietrzem (naszą uszyła według specjalnego projektu Mabibi i sprawdziła się doskonale!)
  • ogrzewacze do stóp wklejone w buciki
  • ogrzewacze do rąk wklejone w rękawiczki (przy czasie spędzonym dłużej na zewnątrz)

1518627427275

Co warto jeszcze zabrać?

  • jeśli dziecko śpi w wózku/przyczepce i nie rozgrzewa ciała bieganiem, jako warstwa docieplająca sprawdzi się doskonale śpiworek (nie ograniczy ruchów, a da komfort podczas snu)
  • zawsze warto mieć polarowy kocyk – można na nim usiąść, okryć się, przykryć, zrobić pelerynę albo spódnicę, gdy naprawdę zimno (mamie 😉 )
  • warto rozważyć dodatkowe ogrzewacze albo termofor do śpiworka
  • krem na wiatr i mróz dla dziecka i mamy (nasz ulubiony to Weleda, ale Nivea i Bambino też dają radę)
  • termos z ciepłą wodą i termosik z herbatą
  • przekąski, które nie zamarzają (batoniki raw, np. z daktyli, buraka etc., sezamki, chałwę, suszone owoce – dla starszych dzieci, natomiast dla młodszych musik owocowy itp.
  • termos z obiadem – czyni nas niezależnymi i daje pewność ciepłego posiłku gdziekolwiek się znajdziemy
  • latarka czołówka – w zimie szybko robi się ciemno
  • folia NRC – na wszelki wypadek, może również posłużyć jako kocyk w ekstremalnych sytuacjach
  • kije trekkingowe i raczki – lepsza stabilizacja mamy na lodzie i zmrożonym śniegu
  • otulacz na nosidło (my mamy Tulisia z Mabibi) – dla mam noszących swoje dzieci w chuście lub nosidle

IMG_20180218_164840

Co powinna zabrać mama?

  • getry termiczne
  • spodnie softshell albo ciepłe, nawet narciarskie dla zmarzluchów
  • bielizna termiczna
  • bluza oddychająca
  • kurtka puchowa lub syntetyczna
  • cienka warstwa przeciwdeszczowa na górę
  • ciepła czapka
  • chusta typu buff na szyję
  • okulary przeciwsłoneczne lub gogle
  • cienkie rękawiczki techniczne (będzie sporo operacji precyzyjnych, odpiąć zameczek u dziecka, obetrzeć smarki, ubrać rękawiczkę itd.)
  • grubsze rękawice, mogą być łapawice czy narciarskie
  • ciepłe skarpety (lub cienka na spód i grubsza skarpetka na górę; ciekawym rozwiązaniem są skarpety dexshell, wyrównujące niedoskonałość butów – nie przemakają i grzeją)
  • ciepłe, zimowe buty
  • ogrzewające wkładki do butów
  • zapasowy ogrzewacz chemiczny w kieszeni
  • wygodny, nie za duży plecak (20-30 l), z dobrym dostępem do wszystkich rzeczy dziecka i swoich

 

Karmienie piersią w terenie

Niemal zawsze zdarza nam się karmić gdzieś w terenie – były już skały, zaspy, jamy śnieżne… W przypadku dużego mrozu i wiatru ucierpieć może przede wszystkim zdrowie mamy, choć wcale nie trzeba się do tych czynności specjalnie rozbierać. Dobrym wyjściem jest wygodna bluza na zamek i elastyczna koszulka, którą wystarczy naciągnąć od dekoltu. Bluza do karmienia to już pełen luksus! Zasada nr 1 – chowamy się przed wiatrem.

edf

Ten szturmowy zestaw pozwoli przetrwać aktywnie nawet największe mrozy. Jeśli wychodzimy w teren na skitury, na podejście mama ubiera się tak, żeby się nie zgrzać, czyli dość cienko: koszulka termiczna + cienka kurtka primaloft lub ciepła oddychająca bluza + cienki gore-tex (jeśli pada lub mocno wieje).

Największym problemem nie jest mróz ani opad śniegu, ale wilgoć i wiatr.                To one zwiększają odczuwalne zimno. Jeśli pogoda jest wietrzna, skracamy czas na zewnątrz albo planujemy tak aktywność, żeby mieć szansę na ogrzanie się wewnątrz co jakiś czas. Młodsze dzieci, kilkumiesięczne,  zabieramy oczywiście na odpowiednio krótsze spacery.

Dzieci doskonale czują się na świeżym powietrzu, a potrzeba ruchu jest dla nich naturalna. Nie potrzeba na takie wyjazdy ani wyjścia w teren zabawek – sam kontakt z naturą i wszystko, co się dzieje, jest już niezwykłą atrakcją! (I te patyczki i kamyczki policzone, choć nie zna liczb i nie umie liczyć, ale jak się wyrzuci, to doskonale wie, że brakuje…)

cof

Zawsze sprawdzam pogodę. Było już wiele zaskoczeń i na każdy zwrot akcji trzeba być przygotowaną. Norwegia była dla nas wyjątkowo łaskawa, rozpieszczając słońcem i bezwietrznym mrozem, aż żal było wracać… Na otarcie łez zima zaatakowała polskie góry. Nie odpuszczamy! 🙂 Widzimy się już za dwa tygodnie na zamykającym zimę wspólnym wyjściu „Mamy w Góry!”

Górska Mama i Górska Mała

 

 

 

 

Mamy w góry 3! Edycja zimowa!

❄️ Tak! Pora na spotkanie aktywnych mam, dzieci i ojców w zimowej (jeszcze) aurze! ❄️

Tym razem ruszamy na Szyndzielnię. Bez obaw, będzie jeszcze sporo śniegu.

W programie między innymi:

❄️ skitury z dzieckiem na plecach vs w przyczepce – przygoda dla każdego!
❄️ pierwsze kroki dziecka na nartach – kiedy zacząć?
❄️ jedzenie na zimową wycieczkę w terenie – czyli bądź gotowa na wszystko!
❄️ bezpieczeństwo zimą w górach

Szczegóły oraz sylwetki naszych gości odkryjemy przed Wami w najbliższych tygodniach 🙂

Wydarzenie, jak wcześniej, jest otwarte dla wszystkich i bezpłatne!

Zapraszamy wszystkich, małych i dużych, starszych i młodszych, nie tylko mamy z dziećmi 🙂
Do zobaczenia na szlaku 😊❄️
Obserwujcie profil Górska Mama na fb, gdzie znajdziecie na bieżąco wszelkie informacje o naszym wyjściu w góry.

Zestaw mamy i malucha, czyli co zabrać jesienią w góry

Przed wyjściem w góry, zwłaszcza jeśli jest to nasza pierwsza wycieczka, zazwyczaj pojawia się pytanie, co ze sobą zabrać, aby w trakcie wyprawy nie okazało się, że czegoś brakuje. I to czegoś istotnego! Jak się zabrać do pakowania?

Decydującym czynnikiem jest zawsze pogoda, dlatego choćby było mało czasu na przygotowanie, warto ją sprawdzić. Oczywiście, pogoda jest zawsze ;), bardziej przychylna lub mniej, a góry, ze względu na swoje ukształtowanie, a także położenie względem innych punktów geograficznych, mają swoją specyfikę w tym względzie. Jednym słowem można ją określić jako: ZMIENNOŚĆ. Na taką sytuację należy być przygotowanym zawsze.

Jesień jest szczególna w tym względzie: coraz krótszy dzień, częste deszcze i wiatr. To nasze główne wskazówki do pakowania się na jesienną wycieczkę w góry.

Poniżej lista ‚must have’, czyli niezbędnik mamy i malucha:

  1. Zestaw pieluch dla dziecka i mała paczka mokrych chusteczek (nosimy niezbędne minimum)
  2. Suche chusteczki albo papier toaletowy – im dziecko większe, tym więcej zastosowań owego, począwszy od wycierania noska 😉
  3. Wodoodporny kombinezon dla dziecka – nawet jeśli nie będzie padać, warto taki ze sobą mieć – trawa o tej porze roku jest już wilgotna przez cały dzień, a dziecko może mieć dzięki temu szansę na eksperymenty w terenie. Jest problem ze znalezieniem dobrych technicznych ubranek w małych rozmiarach, a te dostępne są w zawrotnych cenach… Warto szukać lokalnych firm szyjących takie produkty – w naszej szafie pozycja obowiązkowa!
  4. Dla mamy kurtka przeciwdeszczowa – ale da radę również zwykła pelerynka. Taką warto mieć przy sobie zawsze: można przykryć się z maluchem w nosidle, można zrobić namiot, można usiąść – jest wiele zastosowań. Koszt niewielki, miejsca też wiele nie zajmie, a życie może uratować 😉
  5. Termosik z ciepłym napojem – jesienią jest już chłodno i wilgotno, a ciepłe płyny dodają energii. Polecam mieć po prostu wodę, którą w razie czego można użyć do rozmieszania kaszki, mleka albo dania dla dziecka. Jeśli na trasie naszej wycieczki jest schronisko – możemy sobie termos odpuścić, to zbędny balast. W każdym schronisku można otrzymać wrzątek. Zamiast tego butelka wody z „dzióbkiem”, z której w razie czego napije się mama i dziecko. W temacie termosów bardzo lubimy te na jedzenie (niskie i szerokie) – można przygotować ciepły obiad przed wyjściem w góry i nie być uzależnionym od schroniska po drodze. Więcej do noszenia, ale i więcej swobody.
  6. Musik owocowy dla dziecka, zdrowe przekąski dla mamy i malucha (owoce, suszone owoce, kanapka) – po prostu warto coś mieć. Nigdy nie mamy pewności, jak potoczy się wycieczka – mama musi być gotowa na wszystko!
  7. Latarka czołówka i naładowany telefon. Na wszelki wypadek. Jesienią dzień coraz jest krótszy, a dzieci mogą powoli iść – ten zestaw towarzyszy nam też podczas miejskich spacerów 😉
  8. Czapka (choćby cienka), chusta buff, cienkie rękawiczki (zwłaszcza dla dziecka) – w górach często wieje. Nie chcemy choroby, o nie 🙂
  9. Krem na każdą pogodę dla dziecka – to również ochrona przed wiatrem i chłodem, można zaaplikować przed wyjściem w góry.
  10. Suche skarpetki na zmianę dla dziecka!
  11. Okulary przeciwsłoneczne/ochronne (czasem ratują oczy od wiatru)
  12. Wygodne buty dla mamy i dziecka, jeśli już samo eksploruje. Jeśli jeszcze nie – ciepłe botki do chusty/nosidła. Czy muszą być wysokie? Niekoniecznie. Dopasowane do pogody. Kiedy jest sucho i ciepło, spokojnie można przejść w wygodnych butach sportowych poniżej kostki, zwłaszcza na szlakach beskidzkich (tak, powiem to, nawet w trampkach!). Natomiast, kiedy robi się chłodno, a do tego jest sporo błota, warto pomyśleć o wyższej cholewce. W jesienne Beskidy nie musimy ubierać szturmowych butów wysokogórskich, o ile nie ma lawiny błotnej.
  13. Torebka strunowa albo zwykła „foliowa” – na nasze śmieci, na zużyte środki higieny dziecka – nie śmiecimy w górach! Zabieramy wszystko na dół.
  14. Dokumenty, drobne pieniądze – w schronisku nie zawsze można płacić kartą! Polecam nosić gotówkę.
  15. Folia NRC – folia ratunkowa, która pozwala się dogrzać w razie potrzeby, można też zrobić z niej namiot albo pelerynę. Nie raz wracałam pod taką z wycieczek biegowych 😉 Zajmuje tyle miejsca, ile dwa małe batoniki. Prawda, że niewiele? Mój faworyt. Jest w każdej apteczce samochodowej, sprawdźcie.

To zestaw minimum. Oczywiście ubieramy siebie i dziecko warstwowo, mogąc w razie potrzeby dołożyć albo zdjąć jakąś część garderoby. Wszystkie wymienione drobiazgi zmieszczą się w małym plecaku, kurtkę wiążemy wokół bioder, część rzeczy mamy na sobie (czapka, okulary), reszta nie zabiera wiele miejsca.

Zawsze musimy myśleć o gorszym scenariuszu pogodowym. Optymizm nas nie uratuje w tym przypadku – lepiej nosić, niż… 🙂 Zwłaszcza z dzieckiem!

Co można jeszcze zabrać?

15. Książeczkę na pieczątki (urocza pamiątka dla dziecka ze wspólnych wypadów), można kupić w schronisku lub w siedzibie PTTK

16. Kije trekkingowe – stabilizują na stromych odcinkach, zwłaszcza kiedy mamy dziecko w nosidle

17. Mini karimatę lub matę/koc termiczny, na których można zrobić postój w razie potrzeby, przebrać dziecko itp.

18. Ulubioną przytulankę dziecka 😉 – wiadomo, nie trzeba tłumaczyć. My ostatnio wszędzie podróżujemy z prosiaczkiem lub pluszowym konikiem.

19. Ogrzewacz chemiczny – dla zmarzniętych stóp i dłoni wybawienie!

 

Zapewne można jeszcze sporo dopisać, ale mama nosi nie tylko swój plecak, ale i często dziecko, znalezione patyki, kamyczki i jeszcze prowadzi psa na smyczy… Także stawiajmy na przemyślany minimalizm, ale bez kompromisów. Mamy czuć się bezpiecznie i pewnie z tym, co zabieramy. Z wypadu na wypad zbędnych rzeczy będzie mniej – uczymy się, co się sprawdza w przypadku naszych dzieci.

Do zobaczenia na szlaku! 🙂

Mamy w GÓRY

IMG_20170606_112048_172🏞️ Górski początek wakacji! 🏞️

🌿 Zapraszamy na wspólną wycieczkę górską wszystkie Mamy (Tatusiów też!) ze swoimi Maluchami – tymi młodszymi oraz tymi, które już same wędrują.

🌿 Ruszamy z bielskich Błoni w stronę schroniska Stefanka. Trasa będzie dostowana do uczestników.

👧👶👦Zabieramy malucha w chuście, nosidle lub w wózku, który sprosta leśnej ścieżce.

🌿 Będzie z nami doradczyni chustonoszenia oraz instruktor rekreacji ruchowej.

❗Zbiórka na parkingu pod hotelem na Błoniach o 11:30.

🌿 Po dotarciu do schroniska urządzamy wspólny piknik (zabieramy to, na co mamy ochotę). Na miejscu można zrobić grilla oraz kupić obiad.

🌿 Dla mam odbędą się zajęcia jogi( wykonalnej również z maluchem w chuście), a później krótki wykład jak nie przegrzać i jak nie wychłodzić dziecka w górach, czyli o hipo- i hipertermii słów kilka oraz przydatne patenty na wycieczki górskich mam.

👣 Wycieczka jest koleżeńskim wyjściem w góry, nie ma zapisów i nie ma żadnych opłat.

💚 Chcemy razem spędzić czas i rozwijać w dzieciach zamiłowanie do natury i aktywności w terenie.

👣 Prosimy o potwierdzenie w wiadomości prywatnej i napisanie wieku dziecka w celu zaplanowania optymalnej trasy 🙂

Do zobaczenia wkrótce!

Górska Mama i Górska Mała 💚 😊

Dzień Dziecka 

Szczęśliwe dziecko to… 

…dziecko dotlenione

…dziecko,które może się zbrudzić

…dziecko w ruchu 

…dziecko przytulane

…dziecko, które zna różne smaki

…dziecko najedzone

…dziecko, które może powiedzieć nie 

…dziecko, które może odkrywać świat 

…dziecko, które ma swoje zdanie 

…dziecko, które szanujemy 

…dziecko, które przeżywa z nami małe i duże przygody

…a przede wszystkim dziecko, któremu pozwalamy być dzieckiem! 

O dzieciach 

Ładne. Prawdziwe. Mądre słowa.

„Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,To synowie i córki życia powołani przez Życie, Przychodzą na świat za waszym pośrednictwem, ale nie od was.

I choć są z wami, nie są waszą własnością. Możecie im przekazać waszą miłość, ale nie wasz sposób myślenia. Bo one mają swój własny.

Możecie zapewnić dom ich ciałom, ale nie duszom, gdyż ich dusze żyją w domu jutra, którego nie możecie odwiedzić, nawet w snach.

Możecie się starać być tacy jak one, ale nie próbujcie zmieniać ich na swoje podobieństwo.

Bo życie nie cofa się i nie zatrzymuje się na dniu wczorajszym.

Wasze dzieci są jak strzały, a wy niczym łuk wysyłający je w świat (…).”

~ Khalil Gibran, The Prophet

Dzieci są na nas skazane przez chwilę. Ogromna lekcja uważności dla rodziców. Oby wszystkie dzieci odnalazły siebie – tego nam, rodzicom, też życzę.