Blog

Polowanie na zorze, czyli dziecko na Kole Podbiegunowym

Jedno z najpiękniejszych zjawisk na ziemi, ulotny blask energii pochodzącej prosto od słońca… a może jak mówi skandynawska mitologia, to Walkirie, córki Odyna, które mkną po niebie na skrzydlatych koniach? Aurora Borealis, zorza polarna, światło północy… Jedno z wielkich, szalonych marzeń do spełnienia.

SONY DSC

Fot. Górska Mama / Zorza w okolicy Tromso

Jakie warunki należy spełnić, żeby zobaczyć zorzę?

Przede wszystkim wybrać dobry czas i miejsce. Najlepiej jechać między listopadem a marcem, wtedy noce są najdłuższe. Od kwietnia godziny słoneczne się wydłużają, stopniowo przechodząc w dzień polarny. O tym przedsięwzięciu myślałam już od kilku lat. Trzy lata temu najlepszy miesiąc na oglądanie nieba dalekiej Północy spędziłam w namiocie w odległych Andach. Dwa lata temu byłam w ciąży, a rok temu miałam małego ssaka przy sobie. Nie byłby to problem jechać razem, ale ważny był dla mnie komfort kilkumiesięcznej Gai, a przy okazji chciałam, żeby dla niej była to również atrakcja. Była jeszcze za mała. Odpuściłam.

Wszystko dobrze się złożyło w tym roku. Na początku stycznia wycięłam z gazety podróżniczej zdjęcie zorzy i przykleiłam na mojej mapie marzeń wraz z dwoma myślami: „im mniej oczekuję, tym więcej dostaję” oraz „uśmiech pomyślności nie omija nikogo, a mędrzec odnajdzie go nawet w drobiazgach”. Równo dwa lata wcześniej na antenie programu Trzecia Fala w Radio Katowice zdradziłam między innymi to marzenie, mój ważny punkt z sekretnej ‚bucket list’.

Czasem, żeby coś zaistniało, trzeba nie tylko własnych chęci, ale też tzw. zielonej fali. To dla mnie seria pomyślnych zdarzeń, które niczym jedne po drugich drzwi otwierające się przed nami, pozwalają dotrzeć do celu. A najlepsze jest to, że nie idzie się samemu, a drzwi często otwierają nam różne niezwykłe osoby. Czy to łatwo mieć wspólne marzenie? Zdecydowanie niełatwo. To sytuacja cenna, być może jedyny taki splot zdarzeń w naszym życiu, choćby miało zabrzmieć to górnolotnie.

Jest czas na pewne rzeczy, a potem mija. Jest szansa coś uchwycić, a potem znika.

Warto być czujnym. Monika taka była. Miłość do Norwegii pozwoliła nam odbyć kilka marzycielskich rozmów o różnych możliwych wyprawach, a zorza przewijała się od kilku lat. Kiedy rzuciłam hasło: ‚Jedźmy. Z moją Gają. Kiedy, jak nie teraz?’, Monika od razu była na tak. I to TAK otworzyło nam potem wiele możliwości.

Wybrałyśmy termin kierując się… fazami księżyca. Tak, to miało mieć duże znaczenie, ponieważ w nowiu była większa szansa zobaczyć nawet bardzo słabe zorze. Czarne niebo i nieziemska gra nocnych świateł. Kupiony bilet na skrzynce mailowej przypominał, że to się dzieje naprawdę.

IMG_20180213_182907_613

Fot. Monika Biernat

Lecę z niemal półtoraroczną córkę za Koło Podbiegunowe.

Do krainy lodu, śniegu, reniferów i ciemności przez większą część roku. Szalone? Odważne? Nietypowe? Na pewno tak, wszystko po trochu. Z radości nabrałam wiatru w żagle i zaczęłam nas przygotowywać, jak dotąd siebie na wszystkie wcześniejsze wyprawy wysokogórskie.

ptr

Fot. Górska Mama / Szczęśliwe dziecko 

Klimat północnej Norwegii jest suchy i mroźny, zdarzają się obfite opady śniegu, należy się spodziewać bardzo niskich temperatur. Ubranie dziecka na -20, aby mogło spędzić w terenie kilka godzin, to już pewne wyzwanie, ale udaje mi się kupić ultra gruby kombinezon puchowy z dobrą membraną, a koleżanka szyje dla Gai komino-czapko-szalik oraz mini-łapawice, tak, że nie mam obaw o komfort termiczny małej (więcej o naszym ubiorze TU). Pakujemy się w trójkę do wielkiej torby transportowej, w akcie odwagi zabieram wózek (wciąż zastanawiając się, czy nie lepiej zabrać sanki?) i jestem wdzięczna Monice, że nie boi się lecieć w towarzystwie małego dziecka. Nie oszukujmy się, Gaja to wymagająca towarzyszka 😉

Lecimy! W sercu radość, która dodaje optymizmu, kiedy pojawia się myśl, czy Gaja to dobrze zniesie. Nie mam pojęcia, czego się spodziewać na miejscu. W rezultacie okaże się, że tydzień spędzony na mrozie, przez większą część dnia w terenie, to najlepszy tydzień jeśli chodzi o jakość snu mojego dziecka (i mojego też!).

Lądujemy w Tromso, sprawnie wysiadamy i szukamy swojego auta na zasypanym parkingu. Środek nocy, wieje okrutnie, Gaja śpi w nosidle, przykryta kocem, a my zgrabiałymi palcami montujemy fotelik. Zajmuje to zdecydowanie za dużo czasu, ale… Pojawia się! Ona! 

SONY DSC

Fot. Górska Mama / Tromso

Zorza była widoczna nawet w centrum miasta, na oświetlonym lotnisku. Potem było tylko lepiej. Żartujemy, że można już wracać, bo przecież widziałyśmy, ale tak naprawdę dopiero budzi się w nas ekscytacja, żeby uchwycić więcej tej magii. Już wiem, dlaczego tak wielu mówi „polowanie na zorze” – faktycznie się poluje!

To był tak dobry czas, że aż trudno znaleźć słowa, żeby opisać wszystkie dobre okoliczności, jakie temu towarzyszyły. Zazwyczaj uważam, że to nie szczęście nas znajduje, ale to my wychodzimy mu naprzeciw i trochę pomagamy. Tym razem było pół na pół 😉

SONY DSC

Fot. Górska Mama

Codziennie wieczorem odbywał się niezwykły spektakl na niebie. Światła północy tańczyły, dając złudzenie, jakbyśmy widziały czyjeś kroki przez szparę w drzwiach, wiecie co mam na myśli. Czasem wyglądają jak pył, sypany z innego wymiaru. Nie dziwię się, że powstało tyle legend na temat zorzy, bo nie znając naukowego wyjaśnienia, można dopatrywać się w nich wszystkiego, od duchów zwierząt po nordyckich bogów.

W rzeczywistości zorza to wynik burzy słonecznej, podczas której zostają wyrzucone cząstki elementarne. Cząstki te zderzając się z górną warstwą atmosfery poruszają się wzdłuż linii pola magnetycznego. Wzbudzone cząsteczki w rejonie biegunów powodują właśnie efekt świetlny. Kolor zorzy zależy od intensywności jej linii emisyjnej, wysokości na jakiej występuje oraz od gazu – my widziałyśmy głównie zielone zorze, a tak świeci tlen.

SONY DSC

Fot. Górska Mama 

Po aktywnych dniach spędzonych w otoczeniu gór, wody i reniferów, wracałyśmy ogrzać się, zjeść dużą obiadokolację i przygotować na nocne łowy. Wykorzystywałyśmy wszystkie godziny światła, zazwyczaj wracając już po zachodzie słońca. Codziennie witało nas czyste błękitne niebo, a słońce oszukiwało, że jest więcej niż -13, które wskazywał termometr. Bajka!

cof

IMG_3093

Fot. Monika Biernat

Jak szukać zorzy?

Po pierwsze: patrz na północ.

Po drugie: unikaj świateł miast.

Po trzecie: obserwuj aktywność słońca.

Do tego trzeciego służyła specjalna aplikacja. Wysoki współczynnik KP (określający globalne warunki geomagnetyczne) to jest to, co zapowiada zachwycające widowisko. Do tego prędkość i gęstość wiatru solarnego oraz małe zachmurzenie. Miałyśmy wszystko – ale przygotowałyśmy się! Tromso to miejsce, które jest świetnym punktem obserwacyjnym dla łowców zórz. Jeśli poszukamy najlepszych spotów do podziwiania świateł północy to Koło Podbiegunowe obejmuje również Kanadę i Rosję, ale trzygodzinny bezpośredni lot z Polski do Norwegii chyba jest wystarczającym argumentem za tym wyborem.

IMG_0571 — kopia

Fot. Robert Musioł

Z tą wiedzą i po rekonesansie zrobionym w ciągu dnia, z mapą w ręce, ubrane w kilka warstw, z ogrzewaczami w butach i łapawicach, z Gają opatuloną jak mały Eskimos, termosem z kakao (które staje się naszym ulubionym napojem) i herbatą oraz przekąskami, które nie zamarzają, ruszamy. Zdecydowanie dobrą opcją podczas postoju w aucie w najlepszym miejscu jest webasto. Zwłaszcza z dzieckiem. Gaja słodko śpi przez trzy godziny, a budzi się zazwyczaj o najlepszej porze: po 23.00. Zorza hula po niebie zapierając dech z wrażenia. Szybkie karmienie na tylnym siedzeniu (tak, tu też kp – karmienie piersią, jakie to wygodne!) i patrzymy już wspólnie.

Nie wiem, czy Gaja będzie pamiętała, czy też tylko pomyślała, że to piękny sen.

Jestem pewna, że rozumiała, że jest świadkiem czegoś niezwykłego, bo kwitowała każdy abstrakcyjny ruch świateł głośnym „wow” :). Po chwili przejeżdżałyśmy w inne miejsce, Mała zasypiała i już tak spała do samego rana, nie budząc się nawet podczas przepaku. Cały kolejny dzień z niespożytą energią ponownie eksplorowała norweskie ścieżki. Zuch dziewczyna!

SONY DSC

Fot. Monika Biernat / Zorza… Jawa czy sen?

Czysta magia, ta zorza! I brałyśmy w tym udział! 

Czy zdecydowałabym się na taki wyjazd jeszcze raz? Tak. Czy warto zaryzykować wyjazd z dzieckiem w miejsce potencjalnie niedostępne? Tak. Czy trzeba się dobrze przygotować? Zdecydowanie tak.

Sukces wyjazdów z dzieckiem to przemyślana logistyka (oraz plan B,C,D, a nawet Z), zgrabnie spakowany plecak oraz trochę odwagi, zwłaszcza w porzuceniu konformizmu i wygody domowego zacisza. I dobre towarzystwo. Nie zawsze udaje się jechać z kimś, ale jeśli po tygodniu Twoje dziecko mówi do kogoś poza Tobą „mama”, to wiedz, że dobrze wybrałaś towarzystwo w podróży (dziękuję Monika!).

SONY DSC

Fot. Górska Mama

Dziecko za Kołem Podbiegunowym? Czemu nie! 

Jestem zakochana w zimnej Północy i na pewno tam wrócimy, nie tylko w czasie nocy polarnej. Norwegia ma w sobie wszystko, od skalistych gór po wodę i zieleń. Jest co robić o każdej porze roku. Nie da się nie ulec jej urokowi, uwierzcie na słowo.

IMG_3239

Fot. Monika Biernat / Muzeum Polaria Tromso

PS. Wózek się przydał! Nie było prawie w ogóle śniegu, sanki musiałabym nieść na plecach.

PS.2. Zorza pojawiała się codziennie. Od przylotu po obłędne smugi podczas wylotu.

PS.3. Warto zabrać aparat z dużym, stabilnym statywem. Bez tego nie ma szans na ostre zdjęcia nocą.

fbt

Fot. Górska Mama / Dream Team Łowczynie Zórz 🙂

 

 

 

Zimny chów, czyli my się zimy nie boimy!

Zbliżają się najmroźniejsze dni tej zimy, a ja opowiem Wam jak  je przetrwać i nie będzie to opowieść o piciu kakao pod kocem z książką w ręce…

Wyobraźcie sobie, że Wasze dziecko spędza codziennie wiele godzin na świeżym powietrzu, jest nieustannie aktywne, a wieczorem słodko zasypia, budząc się o połowę rzadziej niż zawsze. Ba, przesypiając całą noc! Kilka dni temu wróciłam z Gają z Norwegii, gdzie dni beztrosko mijały nam włóczeniu się po pagórkach, fjordach i leśnych ścieżkach, w kilku czy nawet kilkunastostopniowym mrozie. Suche, czyste i mroźne powietrze, aktywność fizyczna i mnóstwo wrażeń usypiały malutką, dając też dobry sen mamie.

Jak przetrwać w takich mrozach przez kilka godzin? Przed nami jeszcze kilka weekendów zimy, w górach śnieg będzie do kwietnia, a może maja, tym samym kilka naszych sposobów może się przydać niektórym z Was.

Komfort termiczny dziecka to główny czynnik warunkujący przyjemne spędzanie czasu na zewnątrz. O ile trzylatka można już ubrać w sklepie z odzieżą outdoor’ową, o tyle młodsze dziecko ma dużo mniejszy wybór ubrań o odpowiednich parametrach technicznych, chroniących przez wiatrem, wodą i zimnem. Norweskie dzieci mają dostęp do ubrań z ciepłej wełny merynosa, które kosztują majątek, ale dają im sporo ciepła, a w wózkach zamiast klasycznych śpiworków, leży barania skórka. Śpią słodko przed kawiarnią, podczas gdy rodzice piją w środku kawę. Tak się buduje pogodoodporność.

Przygotowując się na samodzielny wyjazd z Małą na Koło Podbiegunowe, uważnie skompletowałam zestaw ubrań dla niej, wiedząc, że to połowa sukcesu naszej wspólnej wyprawy (druga połowa to dobry nastrój Gai).

Nasz zestaw na mały i średni mróz (-1 do -10):

spód:

  • rajstopy
  • body z długim rękawem
  • cienkie spodnie
  • bluza
  • ciepłe skarpetki

góra:

  • ciepły kombinezon (niekoniecznie puchowy, ale na pewno gruby syntetyczny i wodoodporny)
  • cienki komin bawełniany lub techniczny
  • czapka wełniana na górę
  • na szyję chusta typu buff (osłoni w razie czego usta)
  • ciepłe rękawiczki z jednym palcem (warto mieć takie z długim mankiem, żeby dziecko nie zgubiło podczas zabawy)
  • buty typu śniegowce, nieprzemakalne (dzieci chodzące)
  • ocieplacze na stopy a’la botki puchowe (do spania, do nosidła, dla dzieci niechodzących)
  • gogle – chronią przed wiatrem i słońcem, ocieplają też część twarzy

1518700842164

Zestaw na duży mróz (-15 do -20):

jak wyżej, ale dodajemy:

  • jeśli dziecko będzie wyeksponowane długo na zimno lub wiemy, że będzie przebywało w bardzo niskich temperaturach, warto rozważyć puchowy kombinezon, zdecydowanie poprawia komfort dziecka i uspakaja rodzica
  • polarowy kombinezon na zestaw spodni odzieży (można za to zrezygnować z bluzy)
  • dodatkowe cienkie rękawiczki pod grube łapawice
  • na głowę czapko-komino-maska, chroniąca dziecko przed wiatrem, mroźnym powietrzem (naszą uszyła według specjalnego projektu Mabibi i sprawdziła się doskonale!)
  • ogrzewacze do stóp wklejone w buciki
  • ogrzewacze do rąk wklejone w rękawiczki (przy czasie spędzonym dłużej na zewnątrz)

1518627427275

Co warto jeszcze zabrać?

  • jeśli dziecko śpi w wózku/przyczepce i nie rozgrzewa ciała bieganiem, jako warstwa docieplająca sprawdzi się doskonale śpiworek (nie ograniczy ruchów, a da komfort podczas snu)
  • zawsze warto mieć polarowy kocyk – można na nim usiąść, okryć się, przykryć, zrobić pelerynę albo spódnicę, gdy naprawdę zimno (mamie 😉 )
  • warto rozważyć dodatkowe ogrzewacze albo termofor do śpiworka
  • krem na wiatr i mróz dla dziecka i mamy (nasz ulubiony to Weleda, ale Nivea i Bambino też dają radę)
  • termos z ciepłą wodą i termosik z herbatą
  • przekąski, które nie zamarzają (batoniki raw, np. z daktyli, buraka etc., sezamki, chałwę, suszone owoce – dla starszych dzieci, natomiast dla młodszych musik owocowy itp.
  • termos z obiadem – czyni nas niezależnymi i daje pewność ciepłego posiłku gdziekolwiek się znajdziemy
  • latarka czołówka – w zimie szybko robi się ciemno
  • folia NRC – na wszelki wypadek, może również posłużyć jako kocyk w ekstremalnych sytuacjach
  • kije trekkingowe i raczki – lepsza stabilizacja mamy na lodzie i zmrożonym śniegu
  • otulacz na nosidło (my mamy Tulisia z Mabibi) – dla mam noszących swoje dzieci w chuście lub nosidle

IMG_20180218_164840

Co powinna zabrać mama?

  • getry termiczne
  • spodnie softshell albo ciepłe, nawet narciarskie dla zmarzluchów
  • bielizna termiczna
  • bluza oddychająca
  • kurtka puchowa lub syntetyczna
  • cienka warstwa przeciwdeszczowa na górę
  • ciepła czapka
  • chusta typu buff na szyję
  • okulary przeciwsłoneczne lub gogle
  • cienkie rękawiczki techniczne (będzie sporo operacji precyzyjnych, odpiąć zameczek u dziecka, obetrzeć smarki, ubrać rękawiczkę itd.)
  • grubsze rękawice, mogą być łapawice czy narciarskie
  • ciepłe skarpety (lub cienka na spód i grubsza skarpetka na górę; ciekawym rozwiązaniem są skarpety dexshell, wyrównujące niedoskonałość butów – nie przemakają i grzeją)
  • ciepłe, zimowe buty
  • ogrzewające wkładki do butów
  • zapasowy ogrzewacz chemiczny w kieszeni
  • wygodny, nie za duży plecak (20-30 l), z dobrym dostępem do wszystkich rzeczy dziecka i swoich

 

Karmienie piersią w terenie

Niemal zawsze zdarza nam się karmić gdzieś w terenie – były już skały, zaspy, jamy śnieżne… W przypadku dużego mrozu i wiatru ucierpieć może przede wszystkim zdrowie mamy, choć wcale nie trzeba się do tych czynności specjalnie rozbierać. Dobrym wyjściem jest wygodna bluza na zamek i elastyczna koszulka, którą wystarczy naciągnąć od dekoltu. Bluza do karmienia to już pełen luksus! Zasada nr 1 – chowamy się przed wiatrem.

edf

Ten szturmowy zestaw pozwoli przetrwać aktywnie nawet największe mrozy. Jeśli wychodzimy w teren na skitury, na podejście mama ubiera się tak, żeby się nie zgrzać, czyli dość cienko: koszulka termiczna + cienka kurtka primaloft lub ciepła oddychająca bluza + cienki gore-tex (jeśli pada lub mocno wieje).

Największym problemem nie jest mróz ani opad śniegu, ale wilgoć i wiatr.                To one zwiększają odczuwalne zimno. Jeśli pogoda jest wietrzna, skracamy czas na zewnątrz albo planujemy tak aktywność, żeby mieć szansę na ogrzanie się wewnątrz co jakiś czas. Młodsze dzieci, kilkumiesięczne,  zabieramy oczywiście na odpowiednio krótsze spacery.

Dzieci doskonale czują się na świeżym powietrzu, a potrzeba ruchu jest dla nich naturalna. Nie potrzeba na takie wyjazdy ani wyjścia w teren zabawek – sam kontakt z naturą i wszystko, co się dzieje, jest już niezwykłą atrakcją! (I te patyczki i kamyczki policzone, choć nie zna liczb i nie umie liczyć, ale jak się wyrzuci, to doskonale wie, że brakuje…)

cof

Zawsze sprawdzam pogodę. Było już wiele zaskoczeń i na każdy zwrot akcji trzeba być przygotowaną. Norwegia była dla nas wyjątkowo łaskawa, rozpieszczając słońcem i bezwietrznym mrozem, aż żal było wracać… Na otarcie łez zima zaatakowała polskie góry. Nie odpuszczamy! 🙂 Widzimy się już za dwa tygodnie na zamykającym zimę wspólnym wyjściu „Mamy w Góry!”

Górska Mama i Górska Mała

 

 

 

 

Mamy w góry 3! Edycja zimowa!

❄️ Tak! Pora na spotkanie aktywnych mam, dzieci i ojców w zimowej (jeszcze) aurze! ❄️

Tym razem ruszamy na Szyndzielnię. Bez obaw, będzie jeszcze sporo śniegu.

W programie między innymi:

❄️ skitury z dzieckiem na plecach vs w przyczepce – przygoda dla każdego!
❄️ pierwsze kroki dziecka na nartach – kiedy zacząć?
❄️ jedzenie na zimową wycieczkę w terenie – czyli bądź gotowa na wszystko!
❄️ bezpieczeństwo zimą w górach

Szczegóły oraz sylwetki naszych gości odkryjemy przed Wami w najbliższych tygodniach 🙂

Wydarzenie, jak wcześniej, jest otwarte dla wszystkich i bezpłatne!

Zapraszamy wszystkich, małych i dużych, starszych i młodszych, nie tylko mamy z dziećmi 🙂
Do zobaczenia na szlaku 😊❄️
Obserwujcie profil Górska Mama na fb, gdzie znajdziecie na bieżąco wszelkie informacje o naszym wyjściu w góry.

Zestaw mamy i malucha, czyli co zabrać jesienią w góry

Przed wyjściem w góry, zwłaszcza jeśli jest to nasza pierwsza wycieczka, zazwyczaj pojawia się pytanie, co ze sobą zabrać, aby w trakcie wyprawy nie okazało się, że czegoś brakuje. I to czegoś istotnego! Jak się zabrać do pakowania?

Decydującym czynnikiem jest zawsze pogoda, dlatego choćby było mało czasu na przygotowanie, warto ją sprawdzić. Oczywiście, pogoda jest zawsze ;), bardziej przychylna lub mniej, a góry, ze względu na swoje ukształtowanie, a także położenie względem innych punktów geograficznych, mają swoją specyfikę w tym względzie. Jednym słowem można ją określić jako: ZMIENNOŚĆ. Na taką sytuację należy być przygotowanym zawsze.

Jesień jest szczególna w tym względzie: coraz krótszy dzień, częste deszcze i wiatr. To nasze główne wskazówki do pakowania się na jesienną wycieczkę w góry.

Poniżej lista ‚must have’, czyli niezbędnik mamy i malucha:

  1. Zestaw pieluch dla dziecka i mała paczka mokrych chusteczek (nosimy niezbędne minimum)
  2. Suche chusteczki albo papier toaletowy – im dziecko większe, tym więcej zastosowań owego, począwszy od wycierania noska 😉
  3. Wodoodporny kombinezon dla dziecka – nawet jeśli nie będzie padać, warto taki ze sobą mieć – trawa o tej porze roku jest już wilgotna przez cały dzień, a dziecko może mieć dzięki temu szansę na eksperymenty w terenie. Jest problem ze znalezieniem dobrych technicznych ubranek w małych rozmiarach, a te dostępne są w zawrotnych cenach… Warto szukać lokalnych firm szyjących takie produkty – w naszej szafie pozycja obowiązkowa!
  4. Dla mamy kurtka przeciwdeszczowa – ale da radę również zwykła pelerynka. Taką warto mieć przy sobie zawsze: można przykryć się z maluchem w nosidle, można zrobić namiot, można usiąść – jest wiele zastosowań. Koszt niewielki, miejsca też wiele nie zajmie, a życie może uratować 😉
  5. Termosik z ciepłym napojem – jesienią jest już chłodno i wilgotno, a ciepłe płyny dodają energii. Polecam mieć po prostu wodę, którą w razie czego można użyć do rozmieszania kaszki, mleka albo dania dla dziecka. Jeśli na trasie naszej wycieczki jest schronisko – możemy sobie termos odpuścić, to zbędny balast. W każdym schronisku można otrzymać wrzątek. Zamiast tego butelka wody z „dzióbkiem”, z której w razie czego napije się mama i dziecko. W temacie termosów bardzo lubimy te na jedzenie (niskie i szerokie) – można przygotować ciepły obiad przed wyjściem w góry i nie być uzależnionym od schroniska po drodze. Więcej do noszenia, ale i więcej swobody.
  6. Musik owocowy dla dziecka, zdrowe przekąski dla mamy i malucha (owoce, suszone owoce, kanapka) – po prostu warto coś mieć. Nigdy nie mamy pewności, jak potoczy się wycieczka – mama musi być gotowa na wszystko!
  7. Latarka czołówka i naładowany telefon. Na wszelki wypadek. Jesienią dzień coraz jest krótszy, a dzieci mogą powoli iść – ten zestaw towarzyszy nam też podczas miejskich spacerów 😉
  8. Czapka (choćby cienka), chusta buff, cienkie rękawiczki (zwłaszcza dla dziecka) – w górach często wieje. Nie chcemy choroby, o nie 🙂
  9. Krem na każdą pogodę dla dziecka – to również ochrona przed wiatrem i chłodem, można zaaplikować przed wyjściem w góry.
  10. Suche skarpetki na zmianę dla dziecka!
  11. Okulary przeciwsłoneczne/ochronne (czasem ratują oczy od wiatru)
  12. Wygodne buty dla mamy i dziecka, jeśli już samo eksploruje. Jeśli jeszcze nie – ciepłe botki do chusty/nosidła. Czy muszą być wysokie? Niekoniecznie. Dopasowane do pogody. Kiedy jest sucho i ciepło, spokojnie można przejść w wygodnych butach sportowych poniżej kostki, zwłaszcza na szlakach beskidzkich (tak, powiem to, nawet w trampkach!). Natomiast, kiedy robi się chłodno, a do tego jest sporo błota, warto pomyśleć o wyższej cholewce. W jesienne Beskidy nie musimy ubierać szturmowych butów wysokogórskich, o ile nie ma lawiny błotnej.
  13. Torebka strunowa albo zwykła „foliowa” – na nasze śmieci, na zużyte środki higieny dziecka – nie śmiecimy w górach! Zabieramy wszystko na dół.
  14. Dokumenty, drobne pieniądze – w schronisku nie zawsze można płacić kartą! Polecam nosić gotówkę.
  15. Folia NRC – folia ratunkowa, która pozwala się dogrzać w razie potrzeby, można też zrobić z niej namiot albo pelerynę. Nie raz wracałam pod taką z wycieczek biegowych 😉 Zajmuje tyle miejsca, ile dwa małe batoniki. Prawda, że niewiele? Mój faworyt. Jest w każdej apteczce samochodowej, sprawdźcie.

To zestaw minimum. Oczywiście ubieramy siebie i dziecko warstwowo, mogąc w razie potrzeby dołożyć albo zdjąć jakąś część garderoby. Wszystkie wymienione drobiazgi zmieszczą się w małym plecaku, kurtkę wiążemy wokół bioder, część rzeczy mamy na sobie (czapka, okulary), reszta nie zabiera wiele miejsca.

Zawsze musimy myśleć o gorszym scenariuszu pogodowym. Optymizm nas nie uratuje w tym przypadku – lepiej nosić, niż… 🙂 Zwłaszcza z dzieckiem!

Co można jeszcze zabrać?

15. Książeczkę na pieczątki (urocza pamiątka dla dziecka ze wspólnych wypadów), można kupić w schronisku lub w siedzibie PTTK

16. Kije trekkingowe – stabilizują na stromych odcinkach, zwłaszcza kiedy mamy dziecko w nosidle

17. Mini karimatę lub matę/koc termiczny, na których można zrobić postój w razie potrzeby, przebrać dziecko itp.

18. Ulubioną przytulankę dziecka 😉 – wiadomo, nie trzeba tłumaczyć. My ostatnio wszędzie podróżujemy z prosiaczkiem lub pluszowym konikiem.

19. Ogrzewacz chemiczny – dla zmarzniętych stóp i dłoni wybawienie!

 

Zapewne można jeszcze sporo dopisać, ale mama nosi nie tylko swój plecak, ale i często dziecko, znalezione patyki, kamyczki i jeszcze prowadzi psa na smyczy… Także stawiajmy na przemyślany minimalizm, ale bez kompromisów. Mamy czuć się bezpiecznie i pewnie z tym, co zabieramy. Z wypadu na wypad zbędnych rzeczy będzie mniej – uczymy się, co się sprawdza w przypadku naszych dzieci.

Do zobaczenia na szlaku! 🙂

Mamy w Góry 2! Ruszamy znowu!

Tak, ruszamy po raz drugi! Jesteście gotowe? 😃

Otwieramy jesień kolejnym spotkaniem aktywnych mam, ojców (też jesteście mile widziani!) oraz dzieci, które kochają ruch na świeżym powietrzu!

Tym razem poznacie kilka niezwykłych mam, które opowiedzą o swoich ekstremalnych pasjach, z których nie zrezygnowały z powodu dzieci 🙂 Przeciwnie – zaszczepiają bakcyla u młodego pokolenia!

Już niedługo je Wam przedstawię! 🙂

Schronisko na Magurce jest urokliwym miejscem, dostępnym zarówno spacerem z dzieckiem w nosidle / chuście, jak i z wózkiem. Będzie kilka wariantów trasy :).

Szczegóły trasy będziemy publikować na bieżąco na FB, obserwujcie wydarzenie 🙂

I tym razem to wyjście koleżeńskie – spotykamy się, żeby miło spędzić czas, nawiązać nowe znajomości, a może zainspirować? 😊
Wyjście jest bezpłatne.

Dołączcie, weźcie koleżankę z dzieckiem i chodźcie z nami! 😊

Pierwszy event Mamy w góry za nami!

Jeszcze na świeżo, w emocjach, chciałam Wam bardzo podziękować!  Uczestnikom, dzieciakom – ZUCHY!, wspaniałym gościom i współorganizatorom za ich prelekcje – Doula Kasia SzpaczkowaKatarzyna Daniek i Do Góry Nóżkami – jesteście niezastąpieni! Było bardzo miło zobaczyć tyle znajomych twarzy! 

Wszyscy dziarsko ruszyli do góry, docierając na Kozią Górkę w zawrotnym tempie: maluchy na własnych nogach, niemowlaki w nosidłach i chustach, najmłodsi w wózkach, nieco starsi w nosidłach turystycznych. Wzbudzaliśmy uśmiech i zaskoczenie na trasie – nie codziennie pojawia się w jednym miejscu taka niezwykła drużyna!

Pogoda nas rozpieściła słońcem, lekkim wiaterkiem i pięknym niebem. Drzewa na polance za schroniskiem Stefanka dały trochę cienia, a komu zrobiło się chłodno, mógł się dogrzać przy ognisku. Rozłożyliśmy koce i wyciągnęliśmy się z radosnym westchnieniem – w końcu wnoszenie 10-12 kg na plecach, a czasem nawet więcej, to nie byle co! To był bardzo poważny piknik! 🙂 Razem było nas około 110-120 osób! W tym ponad 50 dzieciaków! Jesteście NIESAMOWICI! 

Górska Mama opowiedziała o letnim niezbędniku malucha i sposobach na nieprzegrzewanie go w trakcie wycieczki oraz poprowadziła jogę na trawie (praktykowali nawet tatusiowie z maluchami na rękach!), Do Góry Nóżkami uraczyli nas opowieścią o zdobywaniu gór z wózkiem oraz przygotowali drukowany przewodnik dla uczestników spotkania. To nie koniec! Doula Kasia Szpaczek przedstawiła wady i zalety różnych sposobów noszenia dzieci, a Katarzyna Daniek podniosła nas na równe nogi i wtajemniczyła w techniki power walk oraz slow jogging.

Nie zabrakło upominków! Za wytrwałość i hart ducha (to nie jest byle co wybrać się np. z dwójką dzieci na samotny wypad w góry!) wspierające wydarzenie firmy z Bielska-Białej przekazały dla dzielnych mam i dzieci nagrody. Dziękuję firmom Mabibi, Moncziczi oraz Nessi Sporstwear za prezenty dla uczestników. Nic lepiej nie motywuje! Każde dziecko dostało oczywiście pamiątkowy dyplom za udział w wydarzeniu.

Ideą wyjścia było aktywne spotkanie w terenie – to przecież o wiele lepsze niż siedzenie w domu i jedzenie ciastek! Dzieci to nie wymówka – dzieci to pretekst, żeby być lepszym od siebie wcześniej! Myślę, że ten cel udało się zrealizować!

Zdjęcia powstały dzięki talentowi i sercu cudownej rodzinki Do Góry Nóżkami!

Do zobaczenia znowu!

Mamy w GÓRY

IMG_20170606_112048_172🏞️ Górski początek wakacji! 🏞️

🌿 Zapraszamy na wspólną wycieczkę górską wszystkie Mamy (Tatusiów też!) ze swoimi Maluchami – tymi młodszymi oraz tymi, które już same wędrują.

🌿 Ruszamy z bielskich Błoni w stronę schroniska Stefanka. Trasa będzie dostowana do uczestników.

👧👶👦Zabieramy malucha w chuście, nosidle lub w wózku, który sprosta leśnej ścieżce.

🌿 Będzie z nami doradczyni chustonoszenia oraz instruktor rekreacji ruchowej.

❗Zbiórka na parkingu pod hotelem na Błoniach o 11:30.

🌿 Po dotarciu do schroniska urządzamy wspólny piknik (zabieramy to, na co mamy ochotę). Na miejscu można zrobić grilla oraz kupić obiad.

🌿 Dla mam odbędą się zajęcia jogi( wykonalnej również z maluchem w chuście), a później krótki wykład jak nie przegrzać i jak nie wychłodzić dziecka w górach, czyli o hipo- i hipertermii słów kilka oraz przydatne patenty na wycieczki górskich mam.

👣 Wycieczka jest koleżeńskim wyjściem w góry, nie ma zapisów i nie ma żadnych opłat.

💚 Chcemy razem spędzić czas i rozwijać w dzieciach zamiłowanie do natury i aktywności w terenie.

👣 Prosimy o potwierdzenie w wiadomości prywatnej i napisanie wieku dziecka w celu zaplanowania optymalnej trasy 🙂

Do zobaczenia wkrótce!

Górska Mama i Górska Mała 💚 😊