Friluftsliv i wełna merino, czyli tajemnice Skandynawów

Niekończące się dni na śniegu, śnieżne bitwy, śnieg skrzypiący pod butami i nartami, kilkadziesiąt bałwanów ulepionych czasem z niczego dla dziecięcego uśmiechu, kilometry brodząc w śniegu do pasa… Ten czas już za nami. Zima się skończyła. Nie jest łatwo mi ją pożegnać, bo była cudowna. Jeśli ma się co robić o tej porze roku, w ogóle się nie tęskni za wiosną. Jeśli do tego mamy komfort cieplny, pora roku i pogoda nie robią nam dużej różnicy.

Jaki jest sekret Skandynawskiego wychowania krzepkich dzieci?

Przede wszystkich ruch na świeżym powietrzu. Codziennie. W dużych dawkach. Identyfikacja z naturą. Rozsądne czerpanie z jej dóbr i szacunek dla niej. Poczucie przynależności do środowiska naturalnego. Dzielenie tego doświadczenia z innymi ludźmi. Wszystko to definiuje norweski termin friluftsliv, stworzony przez Henrika Ibsena, czyli w dużym uproszczeniu „życie na wolnym powietrzu” czy „życie w wolnej przestrzeni”. W uproszczeniu, ponieważ to jedno słowo mieści w sobie świadomość połączenia z naturalnym środowiskiem i jest czymś o wiele więcej niż anglojęzyczny outdoorlife.

Friluftsliv to droga powrotna do domu.

Nils Faarlund

Friluftsliv to wzorzec korzystania z dóbr natury, który Skandynawowie chętnie przekazują innym narodom. To odczuwanie przyjemności z bycia w naturze, dzielenie tego odczucia z innymi, doświadczenie radości i harmonii z otaczającym światem, a nawet doświadczanie czegoś wzniosłego w kontakcie z przyrodą. Friluftsliv kształtuje już od pierwszych dni rodzina, a rodzina potrzebuje friluftsliv, żeby spędzać wspólnie czas w pozytywny sposób.

Powietrze oddziaływuje na organizm dziecięcy zwłaszcza w pierwszych latach życia. Przenika ono przez wszystkie pory miękkiej i wrażliwej skóry i wywiera potężny wpływ na tworzące się tkanki, pozostawia ślady, które nie zacierają się nigdy.

Jean-Jacques Rousseau, „Emil, czyli o wychowaniu”

Żeby z pełną swobodą korzystać z dobroczynnego wpływu ruchu na świeżym powietrzu trzeba się dobrze ubrać, a zwłaszcza odpowiednio ubrać swoje dziecko, które jeśli już chodzi samo, na pewno wejdzie w największą zaspę, do najgłębszej kałuży i w największe pole błota. Które, nieraz z sinymi z zimna ustami, będzie stawiało opór przed powrotem do domu, bo przecież świetnie się bawi. Nie możemy do tego dopuścić! Mam na myśli oczywiście przerywanie najlepszej zabawy, ponieważ ubranie zawiodło. Muszę tu przytoczyć najbardziej znane słowa, które towarzyszą mi od początku macierzyństwa (a właściwie o wiele dłużej):

Nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania.

Powiedzenie szwedzkie

To, co spisuje się najlepiej to ubieranie na cebulkę, czyli warstwowo oraz ubrania z wełny merynosów. Komfort termiczny, jaki daje bielizna termiczna i wierzchnie warstwy ubrań z merino, jest nieopisany i nie przekona się ten, kto nie spróbuje. Nie są to najtańsze rzeczy, a zwłaszcza zimowe ubrania są drogie. Mimo wszystko warto zainwestować w porządne ubrania, chroniące przed żywiołami. Jakość podąża za ceną i takie rzeczy starczą na wiele lat intensywnego użytkowania, a ubrania dziecięce też mogą służyć dalej młodszym dzieciom. Lepiej mieć jedną lepszą rzecz, wielofunkcyjną, niż stosy, które włożyłyśmy raz i zalegają w szafie. To jest obszar, nad którym mocno pracuję i dążę do stworzenia kapsułowej szafy outdoorowej aktywnej kobiety. Od paru lat mocniej eksploruję góry zimą i zazwyczaj stawiałam na lekkie ubrania, dające względny komfort termiczny, ale… Nie obyło się bez wpadek: ubrań, które mokre od potu nie schną i chłodzą; ubrań, które nie oddychają i po dniu w akcji źle pachną; ubrań, które mimo, że grube, nie grzeją. Poza tym, od dłuższego czasu bardzo cenię naturalne tkaniny i włókna przyjemne w kontakcie ze skórą.

Co do ubrania dziecka… Sprawa się komplikuje. Nie zawsze dziecko powie, czy jest mu ciepło, czy sucho i czy wygodnie. Wszystko zależy od tego, jak dziecko spędza czas oraz w jakim jest wieku. Maluszki są mniej aktywne i mogą szybciej zmarznąć, starszaki za to bardziej ruchliwe, co też naraża je na kontakt z różnymi warunkami pogodowymi. Pogoda w niektórych miejscach, a zwłaszcza w górach, jest bardzo zmienna i warto mieć coś na zapas ze sobą.

Ubrania dla dziecka muszą:

  • chronić przed wiatrem, słońcem, wilgocią, chłodem
  • być wytrzymałe, a zarazem wygodne
  • być łatwe do ubierania i zdejmowania

Ubieramy się na cebulkę:

  • pierwsza warstwa, najbliżej skóry, reguluje temperaturę i odprowadza wilgoć, najlepiej jeśli jest to bielizna z merino, syntetyczna lub z mieszanki tych włókien; w innej aktywne dziecko może się spocić, a potem wychłodzić; maluszkom warto ubrać body, które zapewni komfort cieplny i oddychalność skórze; syntetyki transportują wilgoć na zewnątrz, kiedy para wodna zamieniła się już w wodę (mechanicznie), a wełna merino robi to zanim gaz zamieni się w płyn, a na pewno nie wciąga wody jak gąbka! (tak się dzieje z bawełną);
  • druga warstwa tworzy bufor cieplny, zatrzymując powietrze między warstwami tkanin, najlepiej spiszą się tu sweter lub bluza i spodnie z włókien naturalnych lub syntetycznych; ciekawostka: włókna wełny merino są cieńsze niż tradycyjnej wełny, przez co nie drapią i nie kłują, za to elastycznie dopasowują się do otulanej powierzchni ciała;
  • trzecia warstwa, wierzchnia, chroni przed czynnikami zewnętrznymi: musi być wiatro- i wodoodporna oraz oddychająca; dla mniejszych dzieci jednoczęściowe kombinezony (np. Ducksday, Reima, Mabibi), dla starszych osobno spodnie i kurtka; ta warstwa ma chronić przed dostaniem się śniegu pod spód, przed podmuchami wiatru i przemoczeniem;
  • czapka, rękawiczki z długimi mankietami, komin (zamiast szalika i dodatkowo jako warstwa pod czapkę), buty nieprzemakalne, które warto wyłożyć skrawkiem wełny od środka, a do tego skarpety z domieszką wełny merino; jeśli dziecko jeszcze nie chodzi albo na czas podróży w wózku warto założyć ciepłe botki (np. Emu, Mabibi, H&M) – inny komfort dla stopy!

Jeśli chodzi o prawdziwe mrozy, wszystko napisałam tu.

W taki zestaw wyposażałyśmy się na każde wyjście zimą, a do tego wykładam w ten mroźny czas dno wózka lub sanek baranią skórą (podpatrzone u szwedzkich i norweskich mam!). Przestrzeń zimą nie ma wtedy ograniczeń.

Kultywujemy friluftsliv po polsku. Beskidzkie spacery w tygodniu, weekendy w ukochanych Tatrach, a codzienny spacer na plac zabaw zimą też bywał przygodą! Ubrania zdały egzamin na piątkę. My też! Im Gaja bardziej samodzielna, tym ciekawsze rzeczy robimy w terenie….ale to już inna historia!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia wykonała Kasia Adamczyk-Tomiak z Vanilla Island Photography pierwszego dnia wiosny, ale wciąż na skraju zimy. Mamy ubrane swetry oraz czapy z wełny merino firmy Paterns.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close