Noszę, bo kocham!

Ilu rodziców zarzeka się, że jak tylko maluch podrośnie zaczną razem jeździć w góry? Trzeba chwilę poczekać, cztery, może pięć lat… Rodzice wrócą do dawnej pasji, a mały człowiek zobaczy świat ich oczami. Tylko te kilka lat… Nieprawda! Wcale nie trzeba tyle czekać! Małe dziecko w górach, dzielące z nami wzniosłe przeżycie obcowania z przestrzenią, widokami, naturą, zapachem lasu i wiatru… Dlaczego nie! Jak więc to zrobić?

Noszeniaki

Wyobraźmy sobie, że maluch podróżuje z nami w każde miejsce, blisko i naturalnie przy nas. Nie ogranicza nas jego wiek i możliwości samodzielnego przemieszczania się. Jest zawsze przy nas, więc nie musimy martwić się, że czegoś mu brakuje. Czy zabieranie dziecka w góry od pierwszych miesięcy życia to fanaberia rodziców? A może przeciwnie, to zupełnie oczywiste, że dziecko jest tam, gdzie najważniejsze dla niego osoby?

Jedna z teorii antropologicznych mówi, że my, ludzie, jedne ze ssaków, jesteśmy noszeniakami, czyli jesteśmy stworzone do bycia przenoszonymi na ciele rodziców. Zupełnie jak u małp. Kiedyś małe plemiona ludzkie albo większe rodziny przemieszczały się w poszukiwaniu nowych miejsc do polowań, zbiorów drobnych owoców, większych siedlisk. Życie było drogą. Dzieci rodziły się, płynnie wtapiając się w wielką nomadyczną rodzinę. Oczywiście, nie było wózków, a potomstwo przecież należało jakoś przenieść i nie zagubić po drodze! Teoria ta tłumaczy istnienie u małych dzieci przetrwałych odruchów chwytnych dłoni i stóp – zauważmy, że dzieci po narodzinach silnie zaciskają pięści i stopy, nawet lekko dotknięte we wnętrzu dłoni lub na podeszwie stopy. Odruch ten, jak wyjaśnia teoria o noszeniakach, jest spuścizną po dawnych czasach, kiedy dzieci wczepiały się dłońmi i stopami w owłosienie na ciele matki lub jej ubranie. Również kształt kobiecych bioder to efekt ewolucji – mają nie tylko walor estetyczny, ale przede wszystkim praktyczny: rodzenie dzieci, a później właśnie noszenie ich na biodrze, zwłaszcza tych starszych. Intrygująca teoria o noszeniakach wyjaśnia jeszcze jeden fenomen: dziecięcy krzyk. Ten sposób komunikacji to odruch obronny, a przede wszystkim zabezpieczenie przed porzuceniem. Przecież nikt nie zwróciłby uwagi na śmiejące się dziecko, a płaczące nikogo nie pozostawi obojętnym… Zostawmy teraz odległe czasy, kiedy od noszenia zależało przetrwanie i przenieśmy się do teraz.

Miś polarny w Tatrach

Trzymiesięczny miś polarny w Tatrach – 2016 rok

Cały świat nosi

Nepal, Indie oraz inne kraje Azji, Ameryka Południowa, Afryka… Mamy przed oczami obrazki kobiet z dziećmi w chustach, zapasanych przez ramię i biodro, na plecach, na brzuchu, towarzyszących im we wszystkich aktywnościach – w pracy, w czasie spędzanym z innymi członkami społeczności. Małe buźki wychylające się spod pazuchy, zza ramienia, przytulone do pleców albo brzucha mamy. Noszenie posiada jeszcze jeden fenomen. Dzieci noszone nie płaczą albo płaczą zdecydowanie mniej. Oczywiście, nosić może każdy! Nie determinuje tego płeć. Bliskość rodzica, bicia jego serca, ciepła jego ciała, oddechu, zapachu i natychmiastowa reakcja na potrzeby malucha sprawiają, że dziecko nie musi uruchamiać najgłośniejszego alarmu, a rodzic niemal intuicyjnie odpowiada na potrzeby dziecka – nawet je wyprzedza! Noszenie koi ból, uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa, a sam dotyk ciało do ciała jest dla dziecka ogromnym wyrazem miłości (dla dorosłych też – choć my zdecydowanie za mało się przytulamy!). Czy istnieje lepszy i bezpieczniejszy sposób poznawania świata przez dziecko w tych pierwszych miesiącach życia?

Jak nosić dobrze? Chusty, nosidła i…

Nosimy i my, ludzie zachodu, sukcesu, wielu pasji i z nieustannym głodem przeżyć i aktywności, wybierający model rodzicielstwa bliskości. Już kilkudniowe dziecko można zamotać w chustę i w zależności od pogody, odpowiednio zabezpieczone przed chłodem, zabrać na spacer na łonie natury. Później, im starsze, a jego organizm bardziej stabilny i odporny na zmienne warunki, odkrywają się opcje dłuższych przechadzek i krótkich wycieczek, również w góry. Pierwszą zasadą prawidłowego noszenia jest dobranie odpowiedniego sposobu.

Dla dzieci, które jeszcze nie siedzą samodzielnie, będzie to tylko i wyłącznie chusta – w tym przypadku dla większości dzieci do 7-8 miesiąca życia. Nie dajmy się zwieść reklamom nosideł od pierwszych dni życia – noworodek nigdy nie będzie miał w nich takiej stabilizacji i poprawnej pozycji, jak w dobrze dociągniętej chuście. Możemy dziecku bardzo zaszkodzić stosując nosidło, kiedy jego układ ruchu, a zwłaszcza kręgosłup, nie jest jeszcze gotowy do obciążenia, jakim jest trzymanie prostej postawy. W ten sposób można zafundować dziecku problemy z postawą w kolejnych latach życia. Od pierwszych dni życia mamy kilka dostępnych bezpiecznych wiązań, takich jak kangur czy kieszonka. Wiązania chusty najlepiej nauczyć się od certyfikowanego doradcy noszenia, nie oszczędzać na takiej konsultacji, a pozyskana wiedza zaprocentuje, dając nam narzędzie do wypraw z dzieckiem. Doradca pomoże także dobrać chustę odpowiadającą naszym potrzebom – niekoniecznie trzeba zaczynać od tzw. pasiaka! Większość dzieci może być motana bez żadnych przeciwwskazań. Tylko w nielicznych przypadkach, np. znacznej asymetrii albo niewyrównanego napięcia mięśniowego u niemowlęcia, po konsultacji z fizjoterapeutą dziecięcym, może się okazać, że noszenie w danym momencie nie jest dla naszego malucha. To dziecko ustala, jak długo chce być noszone w chuście! Może się okazać, że nawet dwulatkowi będzie to odpowiadało, a z drugiej strony ekspansywny sześciomiesięczny niemowlak może powiedzieć nie – wtedy sytuację może uratować nosidło ergonomiczne. Chusta ma jeszcze jeden plus – może posłużyć jako kocyk podczas przerwy w wycieczce.

Chusta (12.2016) vs nosidło ergonomiczne (04.2017)

Nosidło ergonomiczne, czyli takie o szerokim tkaninowym panelu, dające odpowiednie podparcie zgiętym w stawach kolanowych i biodrowych nóżkom dziecka, to opcja dla dzieci, które już samodzielnie usiadły. Jest to o wiele szybsze rozwiązanie niż wiązanie chusty, ale musimy poczekać do czasu, kiedy dziecko będzie gotowe. Ergonomiczne oznacza, że pozycja dziecka w takim nosidle nie szkodzi jego postawie i rozwijającemu się układowi ruchu. Jeśli spojrzymy na nogi dziecka z tyłu, oba kolana i miednica będą w jednej linii, przypominające żabkę – bez obaw, ta pozycja jest dla dziecka prawidłowa. Dobrze, żeby kolana były trochę podkurczone, tak, że kręgosłup nie jest przeprostowany, a lekko zaokrąglony – u starszych dzieci oczywiście będzie trudniej uzyskać taką pozycję – ale nie martwy się, dziecko jest już na tyle aktywne i silne posturalnie, że nie jest to problemem. W nosidle ergonomiczny możemy ponieść spokojnie trzylatka – nosidła takie są szyte w kilku rozmiarach – baby, standard, toddler – różnią się szerokością panelu z tkaniny. Na rynku funkcjonuje wiele firm, które szyją takie nosidła z bawełny lub nawet z chust. Tu również warto dopytać doradcę, które będzie najbardziej odpowiednie dla naszego dziecka. Nosidło ergonomiczne jest bardzo lubiane przez mężczyzn – dużo szybsze w obsłudze niż chusta. Na koniec najważniejsza informacja – dziecko jest noszone zawsze przodem do naszego ciała! Może nosić dziecko zarówno na plecach, jak i na brzuchu, czyli z tyłu albo z przodu, ale maluch będzie zawsze brzuchem do naszego ciała, a plecami do świata. Zawsze! W każdym innym przypadku, kiedy dziecko jest noszone przodem do świata, znajduje się w wisiadle.

„Wisiadło” vs nosidło – jak układają się biodra dziecka? Po prawej pozycja prawidłowa

Wisiadła to niestety tak fatalne, jak i popularne rozwiązanie… Posiadają zazwyczaj bardzo wąski panel, który umożliwia noszenie przodem i tyłem do świata. Nawet, jeżeli dziecko jest noszone w takim wisiadle tyłem do świata, a przodem do rodzica, opiera się na zbyt wąskim pasie tkaniny spojeniem łonowym, obciążając całą obręcz biodrową i kręgosłup. Ten wąski panel może uciskać na nerwy, powodując zaburzenia czucia w okolicy krocza i nóg dziecka, o których nam dziecko nie powie, ale będzie na przykład płakało. To nieprawda, że dziecko musi widzieć świat ustawione do niego przodem. Dzieci są przebodźcowane, nie mogą się podeprzeć głową na klatce piersiowej rodzica i zasnąć, jednym słowem męczą się noszone w ten sposób! Wisiadła swoją wdzięczną nazwe uzyskały prawdopodobnie przez pozycję nóg i rąk dziecka – zwieszonych prosto w dół… Są też zazwyczaj tańsze niż nosidła ergonomiczne. Niestety, nawet pewna szanowana skandynawska firma posiada takie w swojej ofercie, wiele amerykańskich na rynku to również wisiadła. W tej kwestii ponownie odsyłam do fizjoterapeuty dziecięcego i doradcy noszenia.

Pozycja dziecka w dobrym nosidle daje mu o wiele większy komfort (po prawej) niż zbyt wąski panel w tzw. wisiadle.

Opcja dla najstarszych dzieci to nosidło turystyczne plecakowe, które może budzić jednak pewne kontrowersje ze względu na konstrukcję. Niestety często w nosidłach turystycznych siedzisko jest dość wąskie, nogi dziecka nie mają podparcia i zwisają w dół, a tułów nie ma bezpośredniego kontaktu z plecami rodzica, przez co dziecko nie jest stabilne i siedzi zwieszone. Na rynku jest wiele firm posiadających w swojej ofercie sprzętowej tego typu nosidła i można przymierzyć to najlepsze dla nas oraz… dokonać małego ulepszenia, aby dziecku było wygodniej. Zazwyczaj wystarczy poszerzyć siedzisko, czyli podparcie dla miednicy i tym samym kręgosłupa – przez włożenie zrolowanego ręcznika albo małego kocyka, dobrą opcją mogą być też strzemiączka na stopy dziecka – zawsze to jakieś podparcie. Mimo wszystko najlepiej pozostać przy nosidle ergonomicznym, które jest lekkie, miękkie, dopasowujące się do dziecka i utrzymujące jego biodra oraz kolana w tzw. pozycji żabki.

Nosimy w Beskidach i Tatrach… Miłość ❤

Gdzie jest haczyk?

Wiemy, w czym nosić, wiemy, jak nosić… Nasz maluch jest blisko, a my możemy razem z nim eksplorować świat. Nosidło czy chusta spiszą się w podróży i w górach. Małe, poręczne, uwalniające ręce rodzica. Rodzice, którzy noszą, chwalą się, że #nicminiewisi oraz #handsfreehugs. Jedynym problemem będzie termoregulacja u niemowląt. Jako, że ciało dziecka zbliżone jest kształtem do kuli, dziecko ma tendencje do przegrzewania się latem, stąd należy rozważyć plan wycieczki i jej pory, robiąc przerwy i unikając pełnego słońca – chusta grzeje, a spocone ciało rodzica również oddaje ciepło. Latem ubieramy dziecko lżej, natomiast jeśli chodzi o zimę, ręce oraz nogi dziecka, odsłonięte, mogą ulegać szybciej wychłodzeniu, są narażone na wiatr, mżawkę, mróz. Krążenie u dzieci oraz termoregulacja w kończynach są mniej sprawne niż u dorosłych – zawsze musimy brać to pod uwagę! Bardzo łatwo wychłodzić dziecko. Należy przemyśleć wycieczkę, aby pod żadnym pozorem nie doprowadzić do hipotermii. Pamiętajmy, że my, jako noszący, poruszamy się, mamy na sobie pewien ciężar – będzie nam cieplej niż śpiącemu dziecku. Najlepiej zastosować zewnętrzne okrycie na chustę czy nosidło – specjalną nakładkę, bluzę windstopper czy inną dla dwojga lub obszerną kurtkę na górę na nas i dziecko razem oraz bardzo ciepłe botki na stopy. Kontrolujmy temperaturę ciała dziecka, sprawdzając kondycję dłoni i stóp oraz oceniając, czy kark nie jest spocony. Zarówno przegrzanie, jak i wychłodzenie będą szkodliwe. Stosujemy przerwy w noszeniu – najlepiej minimum co dwie godziny. Deszcz nie jest przeciwwskazaniem – na rynku jest dostępnych wiele kombinezonów przeciwdeszczowych, obszernych kurtek z membraną dla mamy lub taty (niestety, wciąż mało tego typu ubrań dla dzieci do drugiego roku życia!) lub uniwersalnego tulisia od Mabibi – osłony od deszczu, wiatru i zimna na chustę czy nosidło. Wypady z maluchem są o wiele łatwiejsze dzięki takim rozwiązaniom!

Puchowe botki, tuliś od Mabibi i merynosik pod spód od Paterns – zestaw szturmowy! Testowany w Beskidach, ale i w Alpach i Norwegii. Niezawodny.

Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania!

Noszenie daje dużo radości i swobody. Otwiera nowe ścieżki. Daje siłę i odwagę rodzicom, by pokazywać dziecku świat nie ograniczając się do osiedlowych ścieżek. Zawsze kierujmy się komfortem dziecka – są lepsze i gorsze dni. Niech naszą motywacją będzie przyjemność z wycieczki, a nie chęć pokazania się. Zaprzyjaźnijmy się z noszeniem, a góry staną dla nas otworem – najpierw te niższe i doliny, a poźniej, kto wie? 🙂

Noszenie z widokami! Chamonix i Zermatt, czyli wakacje marzeń 🙂
Dolomity w najlepszym towarzystwie 🙂

* Artykuł ukazał się w Kwartalniku Tatry numerze 61 (3/2017).

tatry60_2

5 myśli w temacie “Noszę, bo kocham!

  1. Super post. Dlugi 😉
    My bylismy w Bieszczadach jak maly mial 3-4mies. Na szczyt sie nie udslow ejsc ale wycieczka byla. Teraz zima nie chodzilismy. Maz nie lubi wiazac (troche moja wina) wiec czekamy z niecierpliwoscia na nosidlo i biegiem w gory! 🙂 ah nie moge sie doczekac. Chyba napisze w koncu o tym nie udanym wypadzie na jeziorka…tak mi bylo smutno wtedy (ze nie dotalismy – zle ubrania) ale w sumie i tak fajna dluga wycieczka byla 🙂

    Polubienie

    1. Z dzieckiem to nie cel, a droga jest najważniejsza. Ile razy my gdzieś nie dotarlismy! Przede wszystkim komfort malucha i zero napięcia u rodziców 😉 Pozdrawiam Was serdecznie!

      Polubienie

      1. Teraz juz to wiem ale to pierwsze wyjscie bardzo mnie zdemotywowalo 😦 Pozdrawiam rowniez 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close